środa, 27 lutego 2019

Zillertal na narty i snowboard - tu jest wszystko

Cześć,
właśnie wróciliśmy z naszego długo wyczekiwanego wyjazdu do Zillertal w Austrii. Andrzej od 3 miesięcy rehabilitował się po tym, jak zdiagnozowano u niego dyskopatię. Dlatego końcówka 2018 roku i początek 2019 spędziliśmy mniej aktywnie, niż to u nas zwykle bywa. Na ten wyjazd więc czekaliśmy, jak dzieci na Św. Mikołaja.


No i doczekaliśmy się. To nie była nasza pierwsza wizyta w tym regionie. Myślę więc, że mogę zrecenzować go dość wyczerpująco z punktu widzenia różnych oczekiwań narciarzy i deskarzy.

W takim razie od początku! Mała lekcja geografii. Na region Zillertal składa się kilka ośrodków, które łączy sieć skibusów i częściowo linia kolejowa.

Poszczególne regiony różnią się pod względem poziomu trudności i dostępnych atrakcji. Trzeba jednak wiedzieć, że nie wszystkie miejscowości łączą trasy i wyciągi. To ważne przy planowaniu dnia jazdy. 


Na miejscu możecie wybrać opcję karnetu na wybrany region danego dnia lub Superskipass na całą dolinę Zillertal za 256,5 euro za 6 dni. Dokładne ceny znajdziecie tutaj. Z moich poszukiwań wynika, że pojedyncze regiony oferują karnety na 0,5-1-1,5 dnia. Na dłuższe okresy dostępne są tylko Superskipassy.

Możemy już chyba przejść do konkretów. Co znajdą dla siebie w Zillertal narciarze/deskarze rekreacyjni, freeriderzy i fristajlowcy?

Najpopularniejszą formą korzystania z regionów narciarskich jest zwyczajnie jazda po trasach. W Zillertal tego nie brakuje. Austriacy wiedzą, jak dbać o poszukiwaczy sztruksu. Trasy co rano są świetnie przygotowane. Często poprawiane są też w ciągu dnia. Do widoku ratraka jadącego po trasie w biały dzień trzeba przywyknąć. Przyznam jednak, że polubiłam to kiedy postanowiłam zrobić pierwsze kroki na nartach. Dobrze przygotowane trasy pozwalają na bezpieczniejszą jazdę. 


Zillertal chwali się aż 530 km tras. To naprawdę obszar nie do ogarnięcia. W moim odczuciu większość tamtejszych tras to dość wymagające stoki (dlatego też tak bardzo doceniam ratrakowanie). Znajdziecie tu głównie czerwone trasy. W większości przypadków oznacza to dość długie strome odcinki przerywane wypłaszczeniami dla odpoczynku. Szczególnie wokół Penken czerwone trasy są moim zdaniem trudniejsze niż te w innych częściach alp. Początkujący powinni tam trzymać się tras niebieskich. Te są baaaaardzo szerokie i przyjemne. Idealne do nauki. Niestety jest ich tam stosunkowo niewiele. 


Nieco inaczej jest w Hochzillertal, popularnie określanym Kaltenbach. Tutaj trasy robią wrażenie znacznie łagodniejszych. Czerwone trasy nie przerażają długością stromych odcinków. Często są też ukształtowane tak, żeby początkujący mogli objechać stromizny. O regionie Zillertal Arena zdania są podzielone. Ja pamiętam to miejsce jako dość wymagające, ale wiem, że początkujący może tu spędzić czas bez strachu o niebezpieczne trasy. Nie polecam jednak zjazdu pod samą gondolę. Kończy się on po prostu czarnym bardzo stromym fragmentem, wymagającym nawet dobrych narciarzy i snowboardzistów. Hintertux, który przyciąga pięknymi widokami, jest też mniej odpowiedni na pierwsze kroki. Co prawda zwykle możecie ewakuować się na dół gondolą. Jeśli jednak zaczniecie już zjazd z samego szczytu, niektóre fragmenty mogą okazać się zbyt wymagające. Dla tych, którzy nie mają problemu ze zjazdami Hintertux na pewno zapewni najlepsze doznania pod kątem widoków. Ze szczytu zobaczycie panoramę Alp. To widoki, które zapierają dech w piersiach niezależnie od tego, jak często je oglądacie.


Ok, w tym roku doceniłam trasy ucząc się jazdy na nartach. Jednak zwykle spędzam czas poza trasami lub na snowparku.

Zacznijmy więc od czegoś dla fristajlowców. w każdym z podregionów Zillertal znajdziecie, coś do poskakania. Pozwolę sobie jednak ograniczyć tę recenzję do Snowparku Penken Park. To po prostu jeden z najlepszych snowparków w Europie i dlatego tutaj najlepiej spędzicie czas niezależnie od poziomu umiejętności parkowych. Jeśli wolicie oglądać profesjonalistów, możecie zobaczyć tu niesamowite skoki na ogromnych hopach. Sami poskaczecie na średniej i małej linii, lub powskakujecie na jibby. 


Osobiście uważam, że Penken to jeden z najlepiej wyszejpowanych i najlepiej zadbanych parków. Najazdy i skocznie pozwalają na bezpieczną naukę skoków. Poszczególne przeszkody są też ustawione w taki sposób, że na jednym zjeździe można zaliczyć fajną linię wybraną zgodnie ze swoim poziomem umiejętności. Dla zupełnie początkujących tuż obok dużego parku znajdziecie Kids Area, z linią 3metrowych hopek i podwójną linią boxów i łatwych rurek. Penken Park dostępny jest z dedykowanego wyciągu krzesełkowego. Nawet przy sporej kolejce i bez pośpiechu zjazd i wjazd zajmuje ok 5 minut. Można więc zrobić sporo "lapsów" w ciągu jednego dnia.

Jeśli wolność znajdujecie nie w trickach, a raczej w puchu, to Zillertal też Was nie zawiedzie. Jeśli znacie nasz kanał, możecie wiedzieć, że właśnie w tym regionie uczestniczyliśmy rok temu w Majesty Freeride Camp. Chyba każdy z tutejszych ośrodków oferuje sporo możliwości zjazdów poza trasami. Niektóre dostępne są wprost z wyciągów. 


Do innych trzeba przejść kawałek. Wszystko zależy w zasadzie tylko od Waszych umiejętności i planów. To, co my zawsze doceniamy w Austrii to fakt, że freeride jest tu stosunkowo mniej popularny niż jazda po trasach. Dlatego też jeszcze długo po opadzie śniegu znajdziecie sporo terenów niezjeżdżonych przez innych. Niemniej jednak nie ma problemu ze znalezieniem tu przewodników i instruktorów jazdy poza trasami. Stacjonują tu też Polacy z narty-austria.pl. Nie dajcie jednak zwieść się pokusie puszku poza trasą bez odpowiedniego sprzętu i przygotowania z zakresu bezpieczeństwa lawinowego. Wspominałam już, że austriackie Alpy są strome. Dlatego zagrożenie lawinowe jest tu stosunkowo wysokie. Zawsze dostępne są szczegółowe raporty dotyczące warunków każdego dnia, a ratownicy udzielą Wam chętnie jeszcze bardziej dokładnych informacji.


Na koniec kilka informacji o wyborze noclegów. Ponieważ Zillertal obejmuje rozległą dolinę, macie do wyboru kilka miejscowości. Wybierając nocleg zwróćcie jednak uwagę na faktyczną odległość od tego wyciągu, z którego chcecie korzystać najczęściej. Jeśli przykładowo planujecie jeździć głównie na Hochzillertal i Zillertal Arena, nocowanie w Tux może być pewną uciążliwością. Mayrhofen jest największym z tutejszych miast. Zlokalizowane jest najbardziej centralnie i daje możliwość dotarcia do różnych ośrodków we względnie krótkim czasie. My nocowaliśmy tu w miejscowościach Tux, Uderns i Ramsau. Pod względem uroku miejsca, mi najbardziej do gustu przypadł Tux, leżący wyżej w górach, w "ciaśniejszej" części doliny. Noclegi tutaj pozwalają na łatwe dotarcie na Penken i inne stoki w okolicy. Z punktu widzenia łatwości dojazdów bardzo dobrze wypadło Ramsau. Położone pomiędzy Kaltenbachem i Penken, a ok 20-30 minut jazdy od Hintertuxa samochodem. Uderns wymaga już ciut dalszych dojazdów. Nadal jednak spokojnie możecie pod stok dojechać w kilkanaście minut samochodem, autobusem a nawet kolejką. W sezonie zimowym udało nam się tu nocować za kwoty ok 800 zł za osobę za tydzień. To cena dość przystępna, jak na Austrię. Nawet w najtańszych noclegach możecie tu też liczyć na dobry standard, czystość i wystarczające wyposażenie - to taki Austriacki standard. Oczywiście znajdziecie tu też pełne spektrum apartamentów i hoteli w wyższych cenach i standardzie. Warto jednak wiedzieć, że nie musicie rozbijać banku, żeby spędzić tu ferie.

To jak? Wybieracie się do Zillertal? My na pewno tam wrócimy, oby jak najszybciej.

Czy napisałam wszystko na temat tego regionu? Pewnie nie, dlatego, jeśli macie jakieś pytania piszcie je w komentarzach. Jak zwykle chętnie na nie odpowiem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu

logo