niedziela, 3 lutego 2019

Turystyczne ściemy - czy warto śledzić Influencerów?

Cześć,
dawno mnie tu nie było. Chyba po prostu nie miałam nic do powiedzenia. A teraz mam? Możliwe. W każdym razie chcę Wam o tym opowiedzieć.

Znacie te artykuły i profile na Instagramie, które pokazują jak bardzo nieoryginalne są foty z różnych miejsc na świecie? Co więcej, te powtarzalne zdjęcia to te najlepiej się klikające. Są to też często zdjęcia, które wywołują reakcję "chcę tam pojechać, to musi być takie super, takie romantyczne itp."



OK, w takim razie dwie sprawy.

Po pierwsze.
Nawet w najwspanialszych miejscach na ziemi, jak np. Bali, są takie lokalizacje, które są jeszcze bardziej WOW. Jeszcze bardzie wyjątkowe. Mają jakieś szczególne właściwości pozwalające na złapanie tam magicznego kadru. Takim miejscem jest np. odwiedzony przez nas wodospad w kanionie na Bali. Specyficzne ukształtowanie terenu i unosząca się mgiełka wodospadu pozwala na złapanie tam wyjątkowej gry światła. 

To miejsce akurat jest na razie miłym wyjątkiem od problemu, o którym tu piszę i może dlatego nie napiszę, gdzie się znajduje ;)
Podobnie jest z głową dinozaura na wyspie Nusa Penida, czy ogromnym kamieniem wbitym pomiędzy skały w norweskim fiordzie. 


To powoduje, że te miejsca przyciągają przede wszystkim bardziej lub mniej profesjonalnych fotografów. Za tymi fotografami często podążają ich obserwatorzy z social mediów. No i tu następuje kłopot i przechodzimy do drugiej, zasadniczej części mojej dzisiejszej rozkminki.

Przykładowe zdjęcie w stylu "oczekiwania vs. rzeczywistość"
Po drugie.
Ponieważ fotografowie - z racji, że jest to ich praca lub co najmniej daleko posunięta pasja. Potrafią odpowiednio zrobić zdjęcie. Są też gotowi do dziwnych zabiegów, jak np. przebieranie modelki w zwiewną sukienkę, bo wdrapaniu się na szczyt góry, czy palmę. Takie zabiegi nadają klimat zdjęciom. Bo chodzi o dobre zdjęcie. I nie ma w tym nic złego, to w końcu sztuka.

Problem może pojawić się jednak, kiedy w swojej podróży za bardzo uwierzysz tym zdjęciom wybierając lokalizacje. Jakiś czas temu pisałam, w jaki sposób ja używam Instagrama do planowania podróży. Ten post znajdziecie tutaj. W skrócie podpowiem tylko, że nie powinniście opierać się tylko na zdjęciach wprawnych fotografów. Warto sprawdzać też zdjęcia zwykłych turystów robione w tym samym miejscu.

OK, ale o co chodzi z tymi huśtawkami itp? 


Widzieliście to zdjęcie na naszych profilach? Dobrze się klikało... w sumie podobnie, jak to zdjęcie np. u Fun For Louis i pewnie prawie identyczne zdjęcia u kilku innych.





Hmm, a co powiecie na tą huśtawkę? 


Skąd ona się wzięła w środku dżungli. To takie losowe, takie magiczne romantyczne... Cóż. NIE. Zarówno to "gniazdko" jak i huśtawka i wiele podobnych miejsc to zwyczajnie atrakcje turystyczne. Pewnie kiedyś ktoś po prostu postawił huśtawkę, następnie ustawiła się do niej kolejka instagrammerów, więc dostawił kasę biletową. Nie wiem, spekuluję. Wiem, że w tej chwili takie zdjęcia, jak to powstają w miejscach przygotowanych po to tylko, żeby przyjmować turystów, którzy ustawiają się w kolejkach do poszczególnych huśtawek - tak w jednym miejscu jest ich kilka. Samo doświadczenie pohuśtania się jest spoczko. Huśtawki są dość wysokie, a panowie z obsługi mocno się starają i huśtają klienta mocno. Niemniej jednak nie ma co ukrywać, że każdy przyjeżdża tam zrobić sobie zdjęcie. Nie jest tanio. Wizyta w huśtawkowie kosztuje ok 25-35 USD. Ale często obejmuje lunch, to akurat spoko. Natomiast ja osobiście z trudem powstrzymywałam wybuch śmiechu, gdy pani w kasie wyliczała, jak bardzo ich huśtawkowo jest warte tych pieniędzy. "Mamy tu 6 atrakcji, 4 huśtawki, gniazdko i wielki kamień." Tak "wielki kamień|". W sumie gniazdko jest równie mało ekscytujące 😂 ale jednak wychodzi lepiej na zdjęciach. Tak romantycznie. Pomyślcie tylko, jak bardzo romantyczne jest wejście po drabince do patykowego koszyka (wait for it), gdy wiesz, że masz około 60 sekund na zdjęcie i za chwilę kolejka współturystów wkurzy się, że przedłużasz ich oczekiwanie. Nie, nie siedzisz tam z ukochanym na romantycznym obiedzie popijając winko i słuchając szumu wodospadu. Tak może to wyglądać na zdjęciu, ale to tylko zdjęcie. A huśtawka? Zwykle akcja jest podobna. Wsiadasz, bujasz się chwilę, podpięta uprzężą, robisz fotki "next". Pierwszy smuteczek - ta uprząż. 


Miało być tak dziko w środku dżungli. Nie, nie "safety first". Balijczycy dość mają durnych turystów, którzy robią sobie u nich krzywdę. Nie chcą zbierać ich spod huśtawek więc naciskają na bezpieczeństwo. Ale jakto, na Instagramie nie było uprzęży... O riiiliiii? Wracamy do zabiegów, o których profesjonalni fotografowie myślą. Z resztą możecie spojrzeć na naszych zdjęciach. Bardzo świadomie na huśtawki pojechałam w zwiewnej sukience. Wiedziałam, że będę musiała schować paski i klamry. Czy robiłam to po to, żeby kogoś okłamać? Nie. Przecież nawet bez pytania piszę Wam prawdę. Ale pamiętajcie, że ja i Andrzej żyjemy z robienia fajnych filmów. I dlatego własnie potrzebujemy robić takie zabiegi, wykorzystujemy dostępne środki do naszych celów. Natomiast, osoba, która chce doświadczyć klimatu Bali powinna raczej zastanowić się, czy chce wywalać 35 USD na chwilę huśtania się w uprzęży pod spojrzeniami oczekujących w kolejce współtowarzyszy. Nie mówię, że nie powinna. Warto jednak mieć świadomość w co się pakuje.

Podobnie jest w wielu innych kultowych miejscach: kolejka osób czekających na zdjęcie butów nad Horse Shoe Bend, kolejka osób, do stanięcia na kamieniu w Norwegii itp. Spokój, przestrzeń, autentyczność, dzikość, czy romantyczny nastrój widoczny na zdjęciach często jest pewnym złudzeniem. Nie absolutnym. Jednak widok jest nadal piękny, ale nie będziecie tam sami z czasem na medytację. 


Czy ten post jest krytyką internetowych twórców za oszukiwanie rzesz śledzących ich turystów? NIE! Twórcy po pierwsze mają na celu zrobienie pięknej treści. Po drugie chcą przekazać przez obraz nastrój i emocje, które sami przeżywają na żywo. Kontynuując przykład Bali - ta wyspa jest dzika, jest romantyczna, piękna, zapiera dech swoimi widokami. Niestety, poziom zachwytu, który czujesz na żywo na miejscu, gaśnie na zdjęciu lub nagraniu. Żeby zachęcić widza do odwiedzenia danego regionu trzeba pokazać mu coś co przykuje jego uwagę bardziej. Nie po to, żeby uważał, że w Norwegii warto wleźć tylko na ten jeden kamlot. Ale po to, żeby poczuł, dreszczyk, który daje na  żywo każde spojrzenie na fiord, na pole ryżowe, ocean itp.

Czy w takim razie warto podróżować śladami takich popularnych fotek... gdybym ja była na miejscu "zwykłego podróżnika" takiego, który nie żyje z robienia ładnych zdjęć i filmów - osobiście podeszła bym do tego bardzo sceptycznie. Ale np. Horse Shoe Bend jest tak wyjątkowym miejscem, że warto zobaczyć je niezależnie od okoliczności. Wam zostawiam oczywiście decyzję w tym temacie. Zależało mi jednak, żebyście znali tę prawdę. Szczęście/zadowolenie, to różnica pomiędzy doświadczeniem a oczekiwaniami. Jeśli więc oczekiwania będą realne, to nie zawiedziecie się i bardziej docenicie wybrany cel podróży.

Uff wylałam to z siebie :) A jeśli chcecie wiedzieć, gdzie pojechać na balijskie huśtawki, napiszcie w komentarzu pytanie.

Cześć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu

logo