niedziela, 4 listopada 2018

PRZYZNAJ SIĘ - Ty też nudzisz się na wakacjach!

... może nie... ale jeśli tak, to czytaj dalej, może w tym poście znajdziesz odpowiedź dla Ciebie.
Urlop, wakacje, podróże - wielu z nas czeka na nie cały rok. Jedziesz w piękne miejsce. Tropiki, zabytki, plaża, piękne widoki. OK - marzenie. I co z tego, jeśli po prostu się tam nudzisz?


Po pierwsze masz prawo przyznać się przed sobą i kimkolwiek tylko potrzebujesz, że pobyt choćby w raju na ziemi Cię nudzi. Im szybciej to zrobisz, tym szybciej zaczniesz szukać na to lekarstwa. Olej ludzi, którzy będą wzbudzać u Ciebie wyrzuty sumienia. My też słyszeliśmy, że nie wypada mówić źle o wyjeździe, o którym inni mogli by tylko pomarzyć. I co? Moim zdaniem wypada, bo najważniejsze to rozpoznać co lubisz, a czego nie. Następnie trzeba zacząć tak planować swój czas, żeby spędzać go zgodnie ze swoimi pasjami.

Treneiro szwędający się po pięknych świątyniach, które nazwaliśmy sobie roboczo "ruinkowo" 

Treneiro na zajawce dojechali do niesamowitej świątyni ukrytej w kambodżańskiej dżungli. Widać chyba różnicę 😎
Jak w takim razie mam się nie nudzić na wakacjach? Naszą odpowiedzią jest zamiłowanie do różnych sportów. Uświadomiliśmy sobie, że to nie miejsce podróży jest dla nas najważniejsze, a to jaką z naszych ulubionych aktywności będziemy mogli tam wykonywać. Najlepiej jest więc znaleźć synergię (tak tak użyłam tego słowa) lokalizacji i sportu. Dzięki temu możemy poznawać świat i nowe miejsca, a jednocześnie nie nudzić się tam. Ja nazwałam to sobie turystyką sportową. 

Jak ją praktykować? To proste. Krok pierwszy (1) pokochaj jakiś sport. Im więcej dyscyplin tym lepiej. Następnie (2) znajduj miejsca, gdzie możesz ten sport uprawiać. Przykładowo: surfing. My zaliczyliśmy już fale w Portugalii na południu i północy tego kraju. Na Bałtyku w Polsce. Następnie w Kanadzie, Vancouver Island, w Malibu w Kalifornii, na Bali w Indonezji, w Mui Ne w Wietnamie. W tej chwili znów korzystamy z fal Kalifornii w okolicach San Clemente. 



Co najmiej kilka z tych miejsc, jeśli nie wszystkie, odwiedziliśmy właśnie z myślą o surfingu. Czy to znaczy, że tylko na tym się tam skupiliśmy? Oczywiście, że nie. Poza sesjami na wodzie odpoczywaliśmy odwiedzając piękne miejsca w głębi lądu. Taki zasłużony odpoczynek był znacznie lepiej przyjmowany niż wymuszone szwędanie się po ładnych okolicach.

Jako rest-day wyprawa na huśtawki i takie tam do dżungli? Oczywiście!
Co da Ci takie podejście do wyjazdów? Cóż...

Kiedyś już pisałam o tym, że robiąc coś, co budzi silne emocje wzmacniasz wspomnienia konkretnego miejsca. Nadal trzymam się tego zdania. Zdecydowanie łatwiej jest mi pamiętać konkretne momenty, złapane fale, te nie złapane, udane i nie udane próby pływania za latawcem, zjazdy po stokach narciarskich itp. itd. Każda taka sytuacja jest przygodą. Dużo łatwiej pamiętać przygodę niż widoczek. My zwykle mamy swoje przygody nagrane, ale zasadniczo nie jest to nawet potrzebne, bo po prostu lepiej się je pamięta.

Widoczek fajny do kawki, ale jeszcze lepszy do rowerów.


Druga sprawa, to zwyczajnie wyeliminowanie nudy. Jadąc w miejsca, gdzie możesz uprawiać swój ukochany sport, zwyczajnie masz tam coś do roboty. Nie tylko czas uprawiania sportu, ale też organizacja, znalezienie sprzętu, ustalenie najlepszych miejscówek itp. angażuje Twój umysł w fajny sposób, często zupełnie inny niż codzienne życie. 

Dzięki sportom, czy tak naprawdę jakiejkolwiek pasji, jaką realizujesz w podróży, pozwolisz sobie też na nawiązanie szczególnej więzi z ludźmi na miejscu. Pod tym względem polecamy zdecydowanie organizowanie tych sportów w możliwie największym stopniu poprzez tzw. lokalsów. Nie zawsze Ci się to uda. Nie zawsze też osiągniesz zakładaną relację z nimi. W większości przypadków jest to jednak rewelacyjny sposób na nawiązanie bardzo fajnych znajomości - takich opartych o łączące Was pasje i doświadczenia. Ja bardzo dobrze wspominam pod tym względem szczególnie Indonezję, a konkretnie Bali. Jeżdżąc na rowerach poznaliśmy tam faceta, który rzucił swoją karierę prawniczą w stolicy Indonezji i został przewodnikiem rowerowym na Bali. Spotkaliśmy też świetnych riderów na lokalnym pumptracku, a następnie naszego ulubionego instruktora surfingu Anga. W czasie naszego aktualnego pobytu w USA mieliśmy okazję skakać ze spadochronem w legendarnej strefie Skydive Elsinore i tam spotkać (a nawet skoczyć razem z nimi) prawdziwe ikony tego sportu. Dzielenie się doświadczeniami z takimi ludźmi zawsze wzbogaca nasze życie, a czasem może prowadzić do realizacji wspólnych projektów, czy po prostu do fajnej przyjaźni. W relacji turysta - przewodnik zwykle nie nawiąże się takiej relacji.

Z nami legenda Joe Jennings. Rewelacyjne spotkanie na strefie Skydive Elsinore, która działa już 60 lat!
Nie wiem, czy muszę Was dalej przekonywać. Warto chyba jednak dodać, że mój tekst można z pewnością zastosować też do innych pasji, jak architektura, sztuka, wino czy gotowanie. Ważne, jednak, by ten cenny czas urlopu i wakacji spędzać w sposób wartościowy dla siebie i w pełnej zgodzie ze swoimi zainteresowaniami. Nie daj sobie wmówić, że musisz być wdzięczny i zachwycony łażeniem wokół ruin, jeśli zwyczajnie Cię one nie interesują.

Tak na zakończenie przypomniałam sobie jeszcze o jednej sztuczce, którą może zastosować ktoś, kto potrzebuje sportu tak, jak my. Gdy tylko możemy zabieramy w podróż deskorolki. Nie, nie jeździmy na nich za dobrze, mimo to zawsze są dla nas świetną alternatywą dla spaceru. Zawsze jakoś wolimy pojeździć na czymś zamiast chodzić. 

Treneiro Mistrze Deskorolek :D
A co Ty najbardziej lubisz robić w podróży? Czy masz takie pseudo-ADHD sportowe, jak my? A może starannie wybierasz trasy podróży pod kątem świetnych restauracji (przy okazji - chętnie przyjmiemy jakieś ciekawe wege miejscówki). Jak zawsze bardzo chętnie poznam Wasze zdanie w komentarzach. 

XOXO
Zuza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo