czwartek, 8 listopada 2018

ILE KOSZTUJE SPORTOWY WYJAZD DO USA? Kalifornia, Nevada, Utah

Podróże ubogacają, pieniądze nie dają szczęścia itp itd. Internet pełen jest takich haseł. Na koniec dnia jednak wiele sprowadza się do pieniędzy i tego ILE KOSZTUJE wymarzona podróż. Podliczałam tu wcześniej koszta wyjazdów do poszczególnych krajów Azji. Tym razem pora na podliczenie wyjazdu do USA.

Zanim jednak zacznę straszyć kwotami, muszę zaznaczyć, że jest wiele sposobów na urealnienie kosztów wyjazdów. Także w przypadku USA - bardzo drogiego kraju - są opcje takie jak wyjazdy na Work&Travel, czy opcje wolontariatów. 


Anyway... przejdźmy do konkretów. Właśnie wróciliśmy z naszego drugiego już wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Tym razem sami planowaliśmy nasz wyjazd i dlatego dokładnie znamy poszczególne koszta z nim związane. Na naszym kanale znajdziecie film, gdzie podajemy uśrednione ceny i podsumowanie, ile taki wyjazd przeciętnie mógłby kogoś kosztować. Tutaj podam Wam koszty, które ponieśliśmy wprost. W miarę możliwości wrzucę jak najwięcej konkretów o tym, gdzie spaliśmy i co tam robiliśmy. OK, zacznijmy więc.

Wyjazd do USA dla wielu osób zaczyna się od uzyskania wizy. My załatwiliśmy ten temat już w zeszłym roku. Dostaliśmy wtedy wizy ważne 10 lat. Nie było więc konieczności ubiegania się ponownie. Konkretne informacje o naszej specyficznej sytuacji wizowej wrzucam na samym dole tego posta w p.s.

OK, mamy już wizę możemy więc bez ryzyka kupować bilety. My lecieliśmy bezpośrednio do Los Angeles z Warszawy. Od jakiegoś czasu jest dostępne takie połączenie PLL LOT. Lot trwa ok 11-12 godzin. Ja zawsze sprawdzam loty korzystając ze strony lub aplikacji kayak. Zwykle wyszukuję tam połączenia, ale kupuję je w miarę możliwości bezpośrednio na stronach poszczególnych linii. Zdarza się, że na kayak'u wyskakuje super cena u pośrednika, ale na koniec np. nie ma tam bagażu, albo posiłku, czy jest inne zamieszanie. W tym przypadku nie było żadnych kombinacji. Kupiliśmy bilety za 2666,51 zł za osobę w obie strony. Łącznie za nas dwoje zapłaciliśmy więc 5333,02 zł. W tamtym momencie nie było wiele bardziej korzystnych ofert. Nic poniżej 2 tys. zł za osobę z dziwnymi przesiadkami. W tej cenie, LOT oferuje oczywiście ograniczoną liczbę miejsc, ale z odpowiednim wyprzedzeniem da się je kupić.


Na miejscu pierwsze kroki kierowaliśmy do wypożyczalni samochodów Sixt. Jeszcze przed wylotem zarezerwowaliśmy tam samochód. Nasz plan podróży przewidywał przejazd z LA do Lake Elsinore, następnie do Hurricane i Virgin w stanie Utah i powrót nad ocean do San Clemente. Nie byli byśmy w stanie zrealizować tego planu bez własnego środka transportu. Za 15 dni korzystania z samochodu, z pełnym ubezpieczeniem i tzw. roadside assistance (full opcja) zapłaciliśmy 680 USD, czyli 2728 zł. Do tego dochodzi jeszcze koszt paliwa. Benzyna w USA jest nieco tańsza niż w Polsce, ale też jej ceny różnią się pomiędzy stanami. W Kalifornii za galon (ok, 4,55 l) płaciliśmy do 4 USD, w Utah, nawet poniżej 3 USD. Łącznie na paliwo wydaliśmy 861,5 zł, a przejechaliśmy ok 1400 mil (2255 km). Wszelkie środki transportu kosztowały nas więc 5333,02 + 2728 + 861,5 = 8922,52 zł

Płaciliśmy za średniego SUV'a, ale na miejscu wyhaczyliśmy upgrade do małego pick-up'a. Polecamy takie autko w USA, szczególnie, gdy planujecie wozić deski surfingowe
Następna sprawa to noclegi. WAŻNA sprawa - nawet jeśli chcieli byście podróżować po USA kamperem pierwszą noc po przyjeździe musicie spędzić w hotelu lub innym stacjonarnym noclegu. To tak na marginesie. My zrezygnowaliśmy z kampera i nocowaliśmy w hotelach a przemieszczaliśmy się autem. Doszliśmy więc do cen noclegów. To w Stanach jeden z większych problemów. Noclegi są tam bardzo drogie - szczególnie wkurza relacja jakości do ceny. 50 USD (blisko 200 zł) to w zasadzie minimalna cena za noc w motelu/hotelu. Za tę kwotę dostajecie dość losowy standard. Czasem będzie to odnowiony, czysty duży pokój i ciepłe śniadanie. Innym razem za nawet wyższą cenę dostaniecie brudny pokój, bez śniadania i bez pewności czy pościel została zmieniona po poprzednich gościach. Tę samą ruletkę macie na przestrzeni 50-100 USD za dobę. Na większą kwotę i tak nie było by nas stać. Zastosowałam więc zasadę "najtańszy z sensownych". Uważnie studiowałam opinię na booking.com, ale jednak hotele traktowałam tylko, jako miejsca do spania, bez poszukiwania perełek. Iiiii tak... pierwszą noc spaliśmy w hotelu w LA Best Western Plus Commerce Hotel. Za noc ze śniadaniem zapłaciliśmy 259 zł. Hotel był położony daleko od centrum, i był w zasadzie jedyną akceptowalną cenowo opcją, gdzie nie pojawiała się opinia "okolica wydaje się niebezpieczna". Po tej nocy szybko wyjechaliśmy z LA i spędziliśmy kolejną noc i dzień w San Clemente, ok godziny drogi na południe. San Clemente to piękne miasteczko nad samym oceanem. Niestety trafiliśmy tam w piątek, a to oznaczało... weekendowe ceny. W USA w turystycznych miejscach ceny drastycznie rosną na weekend. Dlatego za średniawy hotel (Roadsicde Inn) zapłaciliśmy 410 zł.  



Cena obejmowała śniadanie. Z San Clemente pojechaliśmy prosto na strefę spadochronową Skydive Elsinore. Tam nasze finanse odetchnęły z ulgą, bo na strefie dostępny jest nocleg dla skoczków - raczej prosty hostel, z łóżkami piętrowymi, w cenie po 10 USD za osobę za noc (pod warunkiem, że skaczesz). Spędziliśmy tam 2 noce, które kosztowały nas łącznie 152 zł. Po skokach ruszyliśmy w stronę Red Bull Rampage. Na trasie postanowiliśmy zanocować w Las Vegas. Po zeszłym roku wiedzieliśmy, że w tym mieście (poza weekendem) można znaleźć nocleg z dość dobrą relacją jakości do ceny. Spaliśmy w hotelu Circus Circus i za noc w wieży zachodniej (hotel jest ogromny i każda jego część ma inny standard) zapłaciliśmy 256 zł, niestety bez śniadania. Stamtąd pojechaliśmy prosto do Hurricane w Utah. 


To chyba najbliższa miejscowość do lokalizacji Red Bull Rampage, gdzie dostępne były hotele. Za nocleg w Motelu Super 8 by Wyndham, przez 4 noce ze śniadaniami (w tym świeże gofry i jajka na twardo) zapłaciliśmy 806 zł. Motel był spoko, klasycznie nic szczególnie fajnego ani nic odrażającego. 

Stamtąd ruszyliśmy na ocean. Po drodze zatrzymaliśmy się w Barstow, znów w motelu Super 8 by Wyndham. Las Vegas nie wchodziło w grę, ponieważ w weekend najtańsze pokoje kosztowały tam po 1000 zł. W Barstow zapłaciliśmy 226 zł za noc ze śniadaniem. 

Baseny to prawie standard w motelach w USA w tej ciepłej części kraju. Ten w Barstow był bardzo fajnie otoczony zielenią
Kolejne 5 dni spędziliśmy już w San Clemente. Znów zastosowałam zasadę "najtańszy z sensownych" i po przestudiowaniu bookingu padło na hotel Miramar. Nie powiem, żebym była super zadowolona, bo tuż przy wejściu do naszego pokoju znaleźliśmy tablicę informującą o tym, że budynek zawiera azbest (szok!). 
  

Zasadniczo jest tak w przypadku większości moteli w USA - to taki standardowy typ budynku. Niemniej jednak nie chcesz widzieć tego tak wprost napisanego. Inne hotele, które rozważałam z zewnątrz sprawiały lepsze wrażenie, jednak opinie o nich były bardzo złe. Amerykanie potrafią odpimpować hotel na zewnątrz zostawiając syfek w pokojach, więc cóż... może było tak też w tym przypadku. Nasz hotel poza azbestem był jednak czysty i niedawno odnowiony. Za 5 nocy ze śniadaniami zapłaciliśmy tam 1424 zł
Za wszystkie noclegi zapłaciliśmy więc łącznie 3533 zł

No dobra, ale nie pojechaliśmy do USA tylko jeździć i spać. Pora na wyliczenie kosztu zajawkowej części wyjazdu. Atrakcje mieliśmy 3: skoki spadochronowe, Red Bull Rampage i surfing. Na pierwszy ogień poszedł surfing. 

Kalifornia słynie z surfingu nie bez powodu. Wokół San Clemente znaleźliśmy super spoty, ale o tym innym razem
Już przy pierwszej wizycie w San Clemente znaleźliśmy najlepszą wypożyczalnię i spot na surfing. Deski braliśmy ze sklepu Rip Curl na obrzeżu miasteczka. za 24 godziny za jedną deskę podstawowa cena to 32,5 USD (licząc z podatkiem), druga doba kosztowała 26,5 USD, można też było wybrać opcję 4 godziny za 21,5 USD. W naszych konfiguracjach wyszło nam łącznie 226 USD czyli 845 zł. Najlepsze dla nas spoty umieszczone były przy plażach stanowych. Wjazd na plaże stanowe to koszt 15 USD dziennie (za samochód i pasażerów). W ramach tej ceny możesz zmieniać miejsca w ciągu dnia. My tę kwotę zapłaciliśmy 5 razy. To daje 75 USD czyli 280 zł

Dalej ruszyliśmy na skoki. Nie ma tu potrzeby wchodzenia w szczegóły organizacji i kosztów skoków z Seanem MacCormackiem z Red Bull AirForce. Na szczęście także ja skoczyłam sobie na zwykłych zasadach. Jako skoczek bez licencji odbyłam 2 studenckie skoki. Pierwszy z instruktorem za 129 USD oraz drugi samodzielny za 69 USD. W tej cenie wliczony jest cały niezbędny sprzęt. Dla samodzielnych skoczków koszt biletu do góry to 25-26 USD, do której trzeba ewentualnie doliczyć wynajem sprzętu, układkę itp. Nas to nie dotyczyło. Za moje 2 skoki zapłaciliśmy więc 198 USD, czyli 740 zł.

Nie był to może najlepszy skok w moim wykonaniu, ale przeżycie, jak zawsze warte pieniędzy
Po skokach ruszyliśmy na Rampage. Na szczęście, jako akredytowane media nie płaciliśmy za udział w Red Bull Rampage. Cena standardowego biletu na dzień eventu to 100 USD za osobę, jest to jednak koszt, który nas ominął. Upiekło nam się także z ceną wizyty w parku narodowym Kaniony Zion. Skorzystaliśmy z przepustki kolegi, który kupił roczny pass. Jednorazowa (tygodniowa) przepustka na samochód z pasażerami kosztowała by nas 35 USD.

Udział w Red Bull Rampage to rewelacyjne doświadczenie, dla zawodników, kopaczy i mediów na pewno inne niż dla widzów. Tak czy inaczej warto wybrać się za rok. W końcu znów będzie można kibicować Szymonowi.
OK podsumujmy koszt zajawek: 845 + 280 + 740 = 1865 zł

No i najlepsze... tak serio to najgorsze, zostawiłam na koniec. Jedzenie w USA to koszmar. Po pierwsze jest zwykle niesmaczne, po drugie - drogie. Im smaczniejsze tym droższe. 

Myślę, że szczególnie dziewczyny mnie zrozumieją
Na szczęście nie jesteśmy foodiesami, dlatego przez te 2 tygodnie w zasadzie szukaliśmy w jedzeniu pożywienia i tyle. Już wcześniej pisałam o tym, że wybieram zwykle hotele ze śniadaniami. Dzięki temu oszczędzaliśmy na pewno od 15 do 35 USD dziennie (tyle kosztują zwykle śniadania na mieście) choć pewnie nie nasze zdrowie. Jedynie w pierwszym hotelu dostępne były dość zdrowe opcje ze świeżych produktów. Ale niezdrowe jedzenie to powszechny problem w tamtym kraju i tyle. Obiady kosztowały nas przeciętnie od 13 do 20 USD. Zwykle napychaliśmy się wegetariańskimi burrito - koszt 5-8 USD za osobę, porcja  ogromna. Całkiem spoko były pizze dostępne na kawałki. Rozmiar amerykańskiej pizzy powoduje, że na posiłek starczał nam 1-2 kawałki, czyli koszt ok 5-9 USD. Gdy pokusiliśmy się o coś bardziej wyszukanego musieliśmy się już liczyć na osobę z kosztem 16 USD - wege  burgery w Hermosa Beach, czy 22 USD - pad thai w Springdale. 


Pobyt na Red Bull Rampage stanowił dla nas pewną oszczędność. Na miejscu korzystaliśmy z cateringu, gdzie karmiono nas całkiem nieźle. Ostatecznie szacuję, że na jedzenie, większe i przekąski wydawaliśmy średnio ok 30 USD dziennie na nas dwoje. Czyli szacunkowy koszt szamki ustalamy na łącznie 1720 zł

Do tego dodajmy jeszcze 80 USD , które zapłaciliśmy za kartę Sim w T-Mobile. Za tę cenę mieliśmy nieograniczony szybki internet i amerykański nr telefonu na czas wyjazdu. To koszt konieczny dla nas ze względu na pracę. W peelenach wychodzi 300 zł.

Czyli ile wychodzi nam razem:
16340,52 zł

Oczywiście nie jest to koszt równy co do złotówki temu, co wydaliśmy. Kupiliśmy na miejscu parę rzeczy, od tak, dla zachcianki. Tego nie wliczałam. Mam jednak nadzieję, że ta kwota daje Wam obraz tego, z jakim kosztem trzeba się liczyć planując zajawkowy wyjazd do USA. Czy da się taniej, pewnie tak. Czy da się drożej - to zawsze! Niestety Stany nie są tanim miejscem. Naszym zdaniem jednak warto wybrać się tam i samodzielnie zorganizować wyjazd odpowiadający Waszym pasjom, jak ten odpowiadał naszym. Czy wszystko było jasne? Jeśli macie jakieś pytania, jak zawsze chętnie odpowiem na nie w komentarzach o ile będę znała odpowiedź. Tymczasem do następnego...



p.s. obiecana pogadanka o sprawach wizowych.

Gdy jedziesz do USA pierwszy raz pamiętaj, żeby minimum miesiąc wcześniej złożyć odpowiednie wnioski wizowe. Wszystko zrobisz na stronie www.ustraveldocs.com. Cena ubiegania się o najpopularniejszą wizę (B1/B2 Turystyczna/Biznesowa) to 160 USD. Myślę, że warto tu wspomnieć o mojej konkretnej sytuacji. W zeszłym roku wizę uzyskałam tuż przed ślubem. Wiza trafiła do mojego starego paszportu (paszport z panieńskim nazwiskiem ważny jest przez 2 miesiące po ślubie i właśnie wg tej zasady podróżowałam wtedy do Kanady i USA). Po powrocie z USA rok temu musiałam już uzyskać nowy paszport, z nowym nazwiskiem. Wiza została w starym paszporcie. Wydając nawy dokument pani w urzędzie zadbała o to, żeby nie dziurkować strony z wizą w starym paszporcie. Na dowód tego, że zmieniłam nazwisko po ślubie pobrałam jeszcze tzw. wielojęzyczny odpis aktu ślubu (odbiera się go od ręki w dowolnym Urzędzie Stanu Cywilnego, a opłata to 22 zł). Ostatecznie podróżowałam z kompletem: stary paszport z wizą, nowy paszport, wielojęzyczny odpis aktu ślubu. Nikt nawet nie mrugnął okiem i nie było z tym żadnego problemu.

Przydatne linki:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo