wtorek, 17 lipca 2018

MTB w Austrii? Wakacje na rowerach w Saalbach Hinterglemm

Interesują Cię rowerowe trasy w górach w Austrii? Nas też :) Ostatnio wybraliśmy się do Saalbach Hinterglemm przy okazji Glemmride 2018 i to był SZTOS. To czwarty festiwal rowerowy, na jakim byłam. Andrzej zaliczył ich więcej w Polsce. Razem byliśmy wcześniej na kilku edycjach JoyRide w Kluszkowcach, na Biketown w Przemyślu, no i na Crankworx w Whistler. Cóż, w moich odczuciach Glemmride wygrywa.



A to dlaczego? Po prostu moim zdaniem organizacja tego festiwalu znajduje się idealnie w złotym środku pomiędzy imprezą dla ziomków, jaką jest np. Joyride w Kluszkowcach, a lekko nadętą imprezą, słynną na cały świat - jak Crankworx w Whistler. Podczas Glemmride odczułam najbardziej dostępność całej imprezy dla bardzo różnych uczestników i widzów. Trzeba tu podkreślić, że w Austrii jazda na rowerach w górach jest znacznie bardziej popularna niż w Polsce. Przede wszystkim tam jest to sport uprawiany przez szeroką i zróżnicowaną społeczność. Nie są to tylko hardkorowcy na downhillu czy na dirtowych hopach. Na trasach spotykamy tu zwyczajnie całe rodziny z dzieciakami, turystów traktujących MTB, jako jedną z tutejszych atrakcji, ludzi w różnym wieku i stylu. Oni wszyscy zjechali się do Saalbach i Hinterglemm, żeby pojeździć na tamtejszych trasach, ale też poczuć klimat festiwalu.

Moim zdaniem organizatorzy Glemmride świetnie ustawili line up wydarzenia w taki sposób, że każdy z gości mówgł świetnie się bawić w przerwach od jazdy. Przykładowo - poza afterparty w klubie, w centrum miasta ustawiona była scena, gdzie co wieczór odbywały się koncerty, w tym pokaz najlepszych światowych beatboxerów. Frekwencja podczas tych wieczornych "części rozrywkowych" mówi sama za siebie. Jednocześnie wszystko trzymało się na wysokim poziomie stylowości. Wiemy, że austriackie imprezy często odbywają się w rytm przaśnej disco-folkowej muzyki. NIE na Glemmride! 


Kulminacją wydarzenia były moim zdaniem oczywiście zawody Slopestyle. Trasa tradycyjnie ustawiona jest pomiędzy zabudowaniami w samym centrum Hinterglemm. Zawodnicy m.in. przejeżdżali nad basenem, a następnie przelatywali nad rzeczką, lądując pod samą sceną i kończąc na balkonie hotelu. Tłum kibiców ustawiony był wzdłuż całej trasy, niektórzy oglądali wprost ze swoich hotelowych pokoi. Ta dostępność trasy dawała ludziom poczucie bycia w centrum wydarzeń. 

Obok głównych zawodów, czyli slopestyle i dh, jak to zwykle bywa, było kilka dodatkowych dyscyplin, bardziej na luzie. Oboje z Andrzejem nawet zdecydowaliśmy się wziąć udział w eMTB Battle presented by BMW Mountains i Specialized. Zawody polegały na przejechaniu e-bike'm pętli pod gondolą Reitelkogelbahn. Zaczynaliśmy podjazdem po trasie Blue Line - dalej przebijaliśmy się łacznikiem po trasie pieszej (tego się nie spodziewałam) i na koniec zjazd trasą Pro Line - czyli trasą dh w Hinterglemm. A to wszystko na czas. Choć poziom trudności podjazdu przekroczył mocno nasze oczekiwania, i nie zrobiliśmy najlepszych czasów, bawiliśmy się rewelacyjnie. Na dodatek okazało się, że byłam jedną z 2 dziewczyn i w swojej kategorii stanęłam więc na podium :) Trochę wstyd, ale na koniec dnia, chodziło o dobrą zabawę.

żródło: Instagram @bmw_mountains
Ale ale... nie pojechaliśmy tam tylko kibicować i jeździć na e-bike'ach. Poprzednio celowaliśmy raczej w jazdę na bikeparku w Leogangu. Tym razem jednak postanowiliśmy sprawdzić trasy Saalbach i Hinterglemm. Poza siecią tourowych singletracków w tej chwili jest tam kilka tras zjazdowych. Najpopularniejszy - Pro Line - niestety przez większość czasu zajmowali zawodnicy DH. My w Hinterglemm wybieraliśmy więc Z-Line. Na początek dnia jeździliśmy za to do Saalbach. Tylko w ciągu Glemmride, przez 3 dni w sezonie można bez podjeżdżania dostać się na trasę Hacklberg Trail. To widokowy szlak z Saalbach do Hinterglemm. Trasa jest całkiem długa - blisko 10 km - i bardzo zróżnicowana. Zdecydowanie polecamy ten przejazd średnio zaawansowanym riderom. Początkujący mogą mieć tam trudności w niektórych miejscach. Nawet jeśli nie traficie na Glemmride ta trasa jest warta podejścia/podjechania z gondoli Schattberg Xpress na szczyt Schattberg Westgipfel. 


OK ale tak słodzę i słodzę, oczywiście jest się do czego przyczepić, zawsze jest. W tym przypadku myślę, że były to kolejki. Sprawa standardowa podczas takich dużych eventów. Nie marudziliśmy więc na to za bardzo. Jeśli jednak będziecie się wybierać do jakiegokolwiek dużego bikeparku w czasie festiwalu - weźcie na to poprawkę. Duża liczba rowerzystów oznacza też tarki na trasach - tak było w Whistler, tak było w Kluszkowcach, tak też było w Saalbach i Hinterlemm. Cóż takie uroki festiwali. Szczerze nie było i tak tragicznie. Nawet ostatniego dnia sporo miejsc na trasie było nadal gładkich i przyjemnych. A, no własnie, ostatniego dnia kolejki praktycznie zniknęły. Warto więc doczekać do końca i tak zaplanować sobie pobyt, żeby pojeździć też wtedy.

Cóż rozpisałam się, a czuję, że tylko liznęłam wszystkie tematy. Dajcie znać w komentarzach, czy chcecie dowiedzieć się więcej o tym festiwalu albo o samej miejscówce. Może chcieli byście osobnego posta na temat hotelu, w którym spaliśmy i innych atrakcji tej okolicy? 

Oczywiście mieliśmy tam nie nagrywać i tylko chillować, ale filmy się jednak nagrały. U Andrzeja możecie już zobaczyć co nieco przy okazji testu kamery GoPro Hero. Coś wpadnie też na Treneiro Vlog i mój kanał "Zuzia Treneiro"... 


Na koniec zareklamuję Wam jeszcze jak piękne jest Saalbach i Hinterglemm latem. Widoki wokół zdecydowanie dodają dużo uroku całemu festiwalowi. Z resztą także poza Glemmride możecie się nimi cieszyć.



Jak zawsze zapraszam Was do zadawania pytań w komentarzach, odpowiemy jeśli tylko będziemy znali odpowiedź.

Do następnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo