wtorek, 5 czerwca 2018

HOT YOGA - co to takiego?

Próbowałaś/eś już yogi (jogi)? A może chcesz wejść na poziom wyższy hardkoru i wybrać się na HOT YOGĘ? W tym tekście dowiesz się, na czym polegają takie zajęcia i jakie były moje pierwsze wrażenia po 4 sesjach.

Długo broniłam się przed yogą. Zawsze wydawał mi się to zbyt spokojny trening i przewracałam oczami słysząc narrację o uspakajaniu oddechu, łączeniu się z ziemią itp. Na pierwsze doświadczenie z yogą zdecydowaliśmy się dopiero w Indonezji. Balijska religia Hinduistyczna, jest jednym ze źródeł yogi i dlatego uznaliśmy, że w takim miejscu warto spróbować. Skutek: bardzo spodobały mi się te zajęcia jako stretching konieczny po surfingu. Dodatkowo głęboki oddech bardzo pomagał oczyścić ciało ze spalin, wdychanych w czasie wizyty w tych bardziej zatłoczonych częściach wyspy. 

Atmosfera Bali bardzo sprzyja uduchowionej, spokojnej praktyce yogi

No to tyle ze wstępu. Co ma z tym wspólnego HOT yoga? Na pewno nazwę 😊 Co do zasady pod hasłem HOT YOGA możecie trafić na wszelkie zajęcia yogi odbywające się w podwyższonej temperaturze. Ja jednak wybrałam, podobno jedyne w Polsce, zajęcia hot yogi w systemie Bikram. Ten system charakteryzuje się bardzo dużą intensywnością ćwiczenia, podkreśloną dodatkowo temperaturą. Podczas zajęć, w których uczestniczyłam temperatura wynosi 41-42 stopnie Celsjusza, dodatkowo podniesiona jest wilgotność w pomieszczeniu. Zajęcia trwają też dłużej niż przeciętnie, bo aż 90 minut, a wszystkie asany wykonywane są przy bardzo dużym zaangażowaniu wszystkich mięśni. Krótko mówiąc przeciętna osoba trafiająca pierwszy raz na takie zajęcia ledwo wychodzi z nich żywa. W trakcie zajęć, jeśli jest Ci słabo możesz przerwać i położyć się, pooddychać. Wychodzenie nie jest dobrze widziane i może skutkować kontuzją (gdy schłodzisz mięśnie i wrócisz na zajęcia). 

Ja zostałam namówiona przez przyjaciółkę. Ona sama ostrzegała, że po pierwszych zajęciach była blisko zerwania znajomości z narzeczonym, który z kolei namówił ją. Mimo to została i w tej chwili chodzi na 3-5 zajęć w tygodniu. Ponieważ lubię wyzwania i nowe rodzaje treningów, nie musiała mnie długo przekonywać. Prawdę mówiąc myślałam też, że trochę przesadza 😉 

Cóż... nie przesadzała. Te zajęcia to prawdziwy hardcore. Temperatura i wilgotność wgniatają w ziemię od początku. Ustawienie oddechu jest konieczne, żeby samo przebywanie w sali nie wyłączyło świadomości. Cóż jestem ambitna więc bardzo zależało mi, żeby nawet na pierwszych zajęciach nie iść na łatwiznę. Szczęśliwie udało się całe zajęcia przetrwać na pełnej świadomości i z pełnym zaangażowaniem. Dotychczas starałam się utrzymywać w miarę dużą sprawność, więc podejmowałam zawsze próby najtrudniejszych wersji poszczególnych pozycji. 

Każda pozycja wymaga stałego napięcia mięśni. Tu np. nie wiszę sobie, muszę aktywnie rozciągać się w dół
Cóż, nie zawsze z sukcesem.






Po zajęciach, co najważniejsze, czułam bardzo duży zastrzyk energii i ogromną satysfakcję. Dwa dni później poczułam w moim ciele ten duży wysiłek. Żałowałam, że dzień po yodze nie poszłam na basen.

Ale tyle możecie dowiedzieć się z samego filmu na moim kanale.


Co było później? W czasie mojego 10dniowego startowego karnetu (cena to 80 zł) poszłam na zajęcia łącznie 4 razy. Podzielę się z Wami podstawowymi zaletami i wadami, jakie z mojego punktu widzenia ma ten rodzaj treningu:

+ czas trwania treningu. Dla jednych może być to minus, ale dla mnie to plus - 90 minutowe zajęcia są fajne, bo nie zostawiają niedosytu. Miałam wrażenie, że ten czas jest po prostu idealny, ani za krótki, ani za długi.

- powtarzalność. Jedną z podstawowych zasad yogi Bikram jest to, że każde zajęcia składają się z serii tych samych 26 asan. Znów - ma to swoje plusy, na każdych zajęciach można wyraźnie ocenić swoje postępy. Ja jednak po 4 zajęciach miałam wrażenie, że znam ten cykl już na pamięć. Część mojej uwagi, którą wcześniej zajmowało zastanawianie się "co dalej", zaczęła więc błądzić i nieco się nudzić. Dla mnie intensywny trening jest fajnym oderwaniem od codzienności, lubię skupiać się tylko na nim. Zwolnienie tej części uwagi powodowało, że zaczynałam błądzić myślami.

Na pierwszych zajęciach nie ustałam nawet sekundy, w tej chwili jestem w stanie w pełnej kontroli wyjść z tej pozycji
+ kompleksowość treningu. Yoga Bikram ma to do siebie, że wymusza napięcie wszystkich grup mięśni. Zdecydowanie czuć to dzień-dwa po zajęciach. Dodatkowo praca na rozgrzanych dobrze mięśniach umożliwia bardziej efektywne rozciągnięcie.

- dla niektórych problemem może być statyczność ćwiczeń. To akurat specyfika yogi jako takiej. Jeśli lubisz zajęcia w stylu fitness/aerobik/zumba, yoga, nawet tak intensywna jak Bikram może wydawać Ci się mało energiczna. Oczywiście ma to plus w postaci bardzo precyzyjnej pracy nad mięśniami. Na koniec dnia jednak o powrocie na zajęcia decyduje to, czy sprawiają Ci one przyjemność.

Jak mogę podsumować swoje przemyślenia? Jeśli mam wrócić na jakąś yogę w Polsce, prawdopodobnie będzie to właśnie HOT Yoga w systemie Bikram. Uduchowione zajęcia yogi Hatha, czy Vinyasa na Bali bardzo mi się podobały. Jednak nie wyobrażam sobie by taka yoga w Polsce była dla mnie autentyczna. Hot Yoga jest fitnesowym wyciskiem i nie wmusza duchowego aspektu. Powtarzalność zajęć była dla mnie jednak znaczącym minusem. Dlatego też myślę, że dla mnie te zajęcia mogą być raczej uzupełnieniem treningu niż jego podstawą. Potrzebuję nieco więcej różnorodności.

Mam nadzieję, że namówiłam Was by choć spróbować takich zajęć. Po kilku sesjach możecie sami zdecydować, czy ten trening jest właśnie dla Was. Jeśli macie więcej pytań na ten temat, a może propozycje innych treningów do wypróbowania, napiszcie koniecznie w komentarzu, ja uwielbiam je czytać i chętnie odpiszę, jeśli będę znała odpowiedź. 

HOT Yoga, na którą chodziłam: http://bikram.pl/ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo