poniedziałek, 25 czerwca 2018

YouTube - ciemna i jasna strona mocy

30 lat temu dzieci marzyły o pracy lekarza, strażaka, nauczyciela. 15 lat temu aspiracje sięgały aktorstwa, śpiewania, czy prowadzenia programów w TV. W tej chwili większość dzieciaków spytanych "kim chcesz zostać w przyszłości?" odpowie "YouTube'rem". Tylko, co to oznacza? Czy każdy dzieciak chce zostać Loganem Paulem, PewDiePie'm, Casey Neistatem, czy może Danielem Magicalem?

Wróciliśmy właśnie z naszej szybkiej wizyty na tzw. "branżowym evencie". Pierwszy raz pojawiliśmy się w Łodzi na See Bloggers. Szczerze mówiąc, nie jesteśmy fanami spędzania czasu w salach konferencyjnych. Z drugiej strony pojawianie się w takich miejscach jest dla nas poniekąd "obowiązkiem". YouTube to w końcu nasza praca. Jak to zwykle bywa jesteśmy jednak w stanie zawsze wyciągnąć z takich spotkań dużo bardzo wartościowych wniosków. 

Prawdę mówiąc sami nie oglądamy zbyt wiele materiałów od polskich twórców na YouTube. Lubimy szukać inspiracji trochę dalej - poza YouTube, 

https://www.instagram.com/bocian_
albo poza Polską.


Intensywność naszej pracy powoduje, że nie mamy zbyt wiele czasu, który mogli byśmy przeznaczać na YouTube'ową rozrywkę (wolimy wolny czas spędzać z dala od komputerów). Co to dla nas oznacza? A to konkretnie, że wiemy o tym świecie tyle, ile trafi do nas z innych źródeł. To, co widzimy otwierając główną stronę YouTube, to co trafia na stronę "na czasie", Pudelka (tak, tak zaglądam), czy też trafia do nas w jakichkolwiek innych kanałach komunikacji. Cóż... rozgłos i gigantyczne liczby bardzo często wiążą się z dramatycznie niską jakością i wartością treści. Są to wypadki, szokujące treści, patostreamy, czy po prostu straszliwe głupoty, komedia na niskim poziomie, albo mniej lub bardziej udolne kopie trendów. A... no tak, jest jeszcze disco polo. Śmiejemy się, że jest to "ciemna strona YouTube". Niewyobrażalnie duże liczby wyświetleń pod takimi absurdalnymi treściami powodują, że my często tracimy motywację i myślimy, że po prostu nie jest to świat dla nas. 

😎NIE, NIE BĘDZIE PRZYKŁADÓW CIEMNEJ STRONY. WYPIERAMY JĄ😎

Wtedy na szczęście udaje nam się trafić na te "znienawidzone" branżowe eventy. Cieszy nas bardzo, że wśród osób zawodowo zajmujących się treściami w Internecie, w tym marketingiem, nadal te najbardziej wartościowe kanały znajdują uznanie. Dzięki obecności tu my dowiadujemy się o ich istnieniu. Nawet, jeśli nie jesteśmy ich odbiorcami, bo zwyczajnie nie mamy na nie czasu 😢, mamy szczęście rozmawiać z nimi i dzielić się z nimi doświadczeniami. Możemy nie być z założenia odbiorcą takiego kanału. Jednak na branżowych spotkaniach nie dyskutuje się o gustach, a o profesjonalizmie. Dla przykładu - wprost zachwyciła mnie rozmowa z autorką kanału "Ula Pedantula". W żadnym wypadku nie oglądam jej filmów, ale profesjonalne podejście do pracy osoby doświadczonej w mediach, zwyczajnie jest godne podziwu i naśladowania.

Takie kanały, jak np. Emce, Grupa Filmowa Darwin, czy np. Ajgor Ignacy (tak ten "Mały Szary Człowiek" przeszedł naprawdę daleką drogę w dobrym kierunku) i sporo innych we wszelkich kategoriach, mają także wielkie liczby za sobą. 


Mają za sobą też ogromną wiedzę, pracę, przemyślane treści i wielką świadomość działania w Internecie. Poznawanie tych kanałów, ich jakość i profesjonalizm, a przy tym ich wysokie zasięgi - przywracają wiarę w to, że ludzie jednak szukają i lubią oglądać wartościowe treści i to LUDZIE w dużych liczbach. 


Jasna strona mocy jest bardzo silna. Ich społeczności to zaangażowane osoby, które regularnie oglądają treści i czekają na każdy nowy film. Za wartościową twórczość odwdzięczają się głównie pozytywnymi komentarzami, tysiącami "łapek w górę" i lojalnością. Czy to nie lepsze niż bazowanie na kontrowersji, wyświetleniach od hejterów i komentarzowych wojnach pomiędzy psychofanami, trolami i moralizatorami?

W świecie robienia głupich ludzi sławnymi, rozpowszechniania najgorszych wzorców, bo podobno się klikają, chciała bym, żeby bardziej tradycyjne media popatrzyły na te stałe, stabilnie rosnące kanały i przyjęły do wiadomości, że to TEŻ się klika. Widz szukający treści, szuka jej właśnie u wartościowych twórców. Twórców, którym trudniej trafić na "na czasie", trudniej trafić na Pudelka (z resztą pewnie nie są tym zainteresowani) czy na inne główne kanały bardziej tradycyjnych mediów. Czy to znaczy, że widzowie sami realizują misję, którą powinna pełnić np. telewizja publiczna? Być może. 

Hmm... jak to się ma do dziecięcych marzeń o byciu YouTube'rem, szybkiej kasie, łatwej karierze? A tak konkretnie, że szybko i łatwo to można co najwyżej dostać... cóż nic dobrego.


Nawet najpopularniejsze kanały robiące łatwiejsze, czysto rozrywkowe, treści odnoszą sukces tylko wówczas, gdy ich autorzy wkładają w nie ogrom pracy. Myślą o swoich filmach, przykładają wagę do ich formy i treści, a następnie dbają o swoja społeczność i... nie bójmy się tego powiedzieć - o relacje z klientami i reklamodawcami.


Jednym wygłupem, wiralem, nie robi się już w tej chwili stałej kariery na YouTube. Nie przekona się też do siebie w taki sposób marek.

Na koniec dnia to ten poza YouTube'owy świat odpowiada za to, jak zdefiniujemy pojęcie "Jutubera". Czy marzenie o byciu YouTube'rem, to coś złego. Nie sądzę. Ważne jednak by to marzenie dotyczyło bycia faktycznym twórcą wartościowych treści. Takie marzenie musi obejmować świadomość ciężkiej pracy, która musi być włożona w rozwój kanału. Ciemna strona może być kusząca. 

Źródło: http://dragonball.wikia.com
Ale ciasteczka są zwykle niezdrowe i nie starczają na długo. Wystarczy spojrzeć, jak skończył Anakin, a internet potrafi być okrutny i bardziej brutalny niż lawa i miecz świetlny Obiego Wana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo