środa, 28 marca 2018

PODRÓŻNICY NIE CHCĄ, ŻEBYŚCIE TO WIEDZIELI

Cześć,

Tym razem trochę rozkminkowo, ale w zasadzie może też informacyjnie...hmmm
Konkretnie - mam pewien problem z blogami/vlogami o podróżach. Moim zdaniem wiele z nich najzwyczajniej manipuluje prawdą. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - efekt WOW, szok, niedowierzanie, egzotyka. Odnoszę wrażenie, że osoby, które pokazują swoim widzom i czytelnikom świat, niekoniecznie chcą pokazać, jak odwiedzane miejsca wyglądają naprawdę. Zamiast tego szukają największej możliwej skrajności, najbardziej szokującej różnicy względem swojego kraju i właśnie tę skrajność nazywają "Prawdziwe życie w..."

Przyznam, że i ja i Andrzej wyrobiliśmy sobie o Południowo-Wschodniej Azji zdanie właśnie w oparciu o dostępne materiały stamtąd. Wiele osób, które podróżowały w ten region, prezentuje go, jako "trzeci świat". Nawet mainstreamowi podróżnicy, jak np. pan Cejrowski (tak ten pan poza radykalnymi poglądami politycznymi czasem podróżuje i ma na ten temat program w TV) pokazują np. skanseny - centra kulturowe i twierdzą, że każdy w takiej np Amazonii mieli mąkę między kamieniami. Podobnie działają programy w stylu "Azja Expres", gdzie uczestników na siłę wpycha się w sytuacje, które także tam na miejscu są skrajne. W świetle takich relacji przygotowaliśmy się na ekstremalne wyzwanie i niesamowite trudy podróżowania. Zapasowe ładowarki do aparatów, wszystko zapakowane wodoszczelnie, plecaki zamiast walizek w oczekiwaniu przedzierania się przez dżunglę.

Cóż, może ten prom nie budził największego zaufania, ale nie była to też drewniana tratwa 
Skąd taka wizja? A to stąd, że pod hasłem "prawdziwe życie" w Wietnamie, Kambodży, czy Indonezji, pokazuje się najbiedniejsze, najbardziej szokujące miejsca. Te drewniane chatki, rozklekotane łódki, najlepiej lekko rozpadające się mają reprezentować cały kraj. Cóż, oczywiście, są takie miejsca. W odwiedzanych przez nas krajach część osób tak właśnie mieszkała. Ale! Tak samo prawdziwi Khmerowie, Wietnamczycy, Tajowie czy Indonezyjczycy mieszkali w solidnych domach, pracowali w dużych firmach, sami prowadzili świetnie prosperujące biznesy, pijali piwa kraftowe, oddawali się pasjom takim, jak mtb, czy surfing. 

Pomyślmy, czy w pod hasłem "prawdziwe życie w Polsce" powinna znaleźć się najbiedniejsza chatka w najgłębiej ukrytej w mazurskim lesie puszczy? Jakkolwiek malownicza może się wydawać, to jednak niekoniecznie jest to adekwatny obraz całego kraju.

Kraftowy browar w Ho Chi Minh, nie różnił się wiele od tych w Warszawie. W różnych dystryktach nie brakowało stylowych knajpek, a w nich lokalnych klientów
Gdy mówi się o krajach, tak bardzo odległych od Polski często mówi się tyle, że zobaczymy tam luksusowe hotele i biednych ludzi za ich murami. W naszej ocenie jest to niesamowicie krzywdzący obraz. Powoduje, że ta bieda staje się dla wielu odwiedzających albo 1) przykrym dodatkiem do wakacji - takim, o którym mogą mówić później, wybielając swoje sumienie po all inclusive w luksusowym hotelu, albo 2) dodatkową "atrakcją" turystyczną, elementem egzotyki tego kraju. Zapomina się przy tym, że żyjemy w bardzo jednak zglobalizowanym świecie. Większość tych egzotycznych krajów pod wieloma względami nie odstaje od Europy tak bardzo. Najbiedniejsi gromadzą się w turystycznych centrach, ponieważ tam najłatwiej o zarobek. Nie inaczej jest też w USA, gdzie kultowa Aleja Gwiazd w LA zamieszkana jest przez setki bezdomnych.

Skrin z naszego filmu - Nigdzie jeszcze nie widziałam takiego nagromadzenia bezdomnych, jak na Alei Gwiazd w LA
Wpadając na chwilę, łatwo więc dać się zwieść takiemu ograniczonemu obrazowi społeczeństwa. Dodatkowo, kraje z bardzo ciepłym klimatem charakteryzują się zupełnie innymi priorytetami jeśli chodzi o widoczne aspekty statusu społecznego. odwiedzając np. Wietnam, czy Kambodżę, można mieć wrażenie, że cywilizacja jest tam na niższym poziomie z uwagi na rodzaj budownictwa. Nie chcę tu zaprzeczać, że dostępność bieżącej wody, czy kanalizacji itp jest jeszcze gorsza niż w najbardziej rozwiniętych regionach świata. Myślę jednak, że oceniając na podstawie np. materiałów, z których w gorących krajach buduje się domy, może wprowadzać poważnie w błąd.

My zwróciliśmy uwagę na to, co dla nas stanowi codzienność. Zwyczajnie łatwość organizacji życia, dostępność potrzebnych nam usług i produktów. W żadnym z odwiedzanych przez nas krajów nie było problemem uzupełnienie naszego sprzętu, gdy byliśmy w problemie - potrzebowaliśmy kupić m.in. statyw do aparatu, karty pamięci, obiektyw Olympusa, zasilacz do komputera (bardzo specyficzny), dysk zewnętrzny o pojemności 2 TB. Nie  było z tym najmniejszego problemu. A na pewno nie większy niż miał by w Polsce ktokolwiek mieszkający w dużych miastach. Opieka medyczna, z której mieliśmy okazję korzystać była na bardzo wysokim poziomie (tak wiemy zagraniczne ubezpieczenie, ale w tych luksusowych szpitalach spotykaliśmy w większości lokalnych mieszkańców).



Ludzie, których spotykaliśmy w poszczególnych krajach, byli tak samo zróżnicowani, jak w każdym innym kraju na świecie. Spotykaliśmy zarówno biednych właścicieli wózków z jedzeniem, jak i bogatych właścicieli hoteli, ale co najważniejsze pomiędzy tymi skrajnościami zwykłych "przeciętniaków". Przedstawicieli klasy średniej. Ludzi pracujących w centrach handlowych, ludzi pracujących w studiu TV, Akiego - właściciela własnej firmy organizującej wyprawy motocross. 

Aki, oryginalny mieszkaniec okolic Siem Reap - zaczynał od pracy, jako kierowca Tuk Tuka, w tej chwili samodzielnie prowadzi swoją firmę organizującą toru na motocyklach
Sama podróż nie przysparzała najmniejszych trudności, na pewno nie większe niż w jakimkolwiek kraju europejskim. Internet w każdym z odwiedzonych krajów jest świetnie zadomowiony i działa jako rynek zakupu wszelkich biletów. Same środki transportu - głównie autokary nie odstawały jakością od tych tutaj. 

Po co to piszę?

Cóż - jest takie powiedzonko "podróż zaczyna się od bloga/vloga". Rzeczywiście tak się ostatnio wydaje. Nie mam z tym problemu dopóty dopóki nie ma w tym wszystkim ściemy. Po co pisze się bloga/kręci vloga? Po to, żeby ktoś to oglądał. W przypadku materiałów podróżniczych bardzo duże znaczenie dla odbiorcy ma informacyjny charakter tych treści. Sprzeciwiam się więc zwykłemu ściemnianiu i udawaniu, że podróż po takiej np. Azji jest doświadczeniem niesamowicie ekstremalnym. Oczywiście możesz udać się na dziki treking przez cały półwysep, jechać przez dżunglę rowerem itp - wtedy z pewnością będzie ekstremalnie. Sama jednak podróż po krajach takich, jak Wietnam, Kambodża, Tajlandia czy Indonezja nie jest niczym ekstremalnym. Udawanie, że są to kraje pokryte dżunglą i błotem, po których biegają półnagie głodne dzieci, tylko po to, żeby czyjś blog wydawał się ciekawszy jest w mojej ocenie nieuczciwe wobec odbiorców oraz nie w porządku wobec napotkanych na miejscu ludzi. Podkreślając pozorną przepaść pomiędzy światem zachodu i tym na południowym wschodzie Azji taki podróżnik przyczynia się do czegoś, co nazywam "turystyką biedy". Kolejni odwiedzający będą szukać tych najbiedniejszych, najbardziej zniszczonych chatek, najbardziej głodnych dzieci, bo przecież to jest ten "trzeci świat". A przecież ludzie, niezależnie od ich statusu finansowego, nie są atrakcją turystyczną. Nie są tam po to, żeby turysta mógł pochwalić się koleżance w pracy, że dał bułkę biednemu dziecku. Do tego pomija się niesamowite spektrum faktycznych barw życia ludzi w tych krajach. 

U nas na filmie, możecie zobaczyć przejazd przez wioski wokół Siem Reap i trochę takiego "prawdziwego życia", tak, jakby w centrum Siem Reap było nie prawdziwe.


Jak w takim razie wygląda "prawdziwe życie" w tych krajach? Odpowiedź jest jedna... różnie. My staraliśmy się przyglądać życiu osób podobnych do nas pod kątem zainteresowań, wykształcenia, pochodzenia. W każdym z tych krajów, podobnie, jak gdziekolwiek na świecie napotkacie ludzi bardzo bogatych, ludzi bardzo biednych, ale też tych z tzw. "klasy średniej" - wykształconych profesjonalistów, małych przedsiębiorców. 

W skrócie można użyć bardzo popularnego tam sloganu (serio w każdym z krajów, które odwiedziliśmy ludzie nosili koszulki z tym napisem) "same same, but differen... [całość cytatu dopełnia] but still same". Warto patrzeć na różnice, które kreują bogactwo i barwność naszego świata. Nie szukajmy jednak tych różnic na siłę, po to tylko, żeby wydawać się bardziej ekstremalnymi.

Mam nadzieję, że tym wpisem raczej zachęcę Was niż zniechęcę do podróży i odwiedzania tych krajów. Wierzę też, że w nowych miejscach będziecie otwarci na wszystkich i na to jak życie tam przypomina, a czym różni się od Waszego życia w kraju. Oczywiście nie ma nic złego w poszukiwaniu autentycznych etnicznie miejsc, małych ukrytych wiosek. Chodzi mi tylko o to, by nie pokazywać tych miejsc, jakby były standardem dla danego kraju.

A co Ty myślisz o pokazywaniu tylko takiego ekstremalnego oblicza odwiedzanego kraju? Czy tylko udawana walka o życie w błocie i rozklekotanych chatkach jest interesująca? Chętnie poczytam Wasze komentarze na ten temat. Przyznam, że we mnie te przemyślenia budzą sporo emocji. Może po prostu prawdziwie prawdziwe relacje nie docierają do szerszej publiczności, bo nie są tak popularne wśród odbiorców?

Do zobaczenia w kolejnym wpisie.

3 komentarze:

  1. Siemanko! Mnie też denerwują takie teksty na blogach podróżniczych, zresztą jakiś czas temu sama opisywałam temat w kontekście Kambodży.

    http://slovakapolka.com/kambodza-w-pigulce/

    I szczerze przyznam, że też się jakoś nastawiałam na niewiadomo co przed wyjazdem do Azji, a tu taka NORMALNOŚĆ :) Pozdro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, że nie tylko my my to widzimy! Dlatego o podróżach trzeba powiedzieć jedno - nie będziesz wiedzieć, jak tam jest jeśli nie pojedziesz sam :)

      Usuń
    2. swoją drogą ostatnio zauważyłam jeszcze fajną tendencję: nazywanie "wyprawą" wyjazd do prywatnej willi z basenem na Bali i temu podobnych :D

      Usuń

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo