sobota, 17 lutego 2018

Hotel czy hostel - jak wybrać nocleg w podróży? część I

Cześć!

Jak myślicie, co jest najtrudniejsze naszym zdaniem w podróżach?
.
.
.
Nie wiem czy zgadliście, ale moja odpowiedź to: wybranie miejsca na nocleg!

Szczególnie w czasie długiej podróży, gdy chcąc nie chcąc, musimy kalkulować koszty, jest to trudne zadanie. Miejsce, w którym spędzamy czas jest dla nas bardzo istotne. Podstawowa wygoda, czystość, możliwość swobodnego rozłożenia i ładowania naszej tony sprzętu, mają ogromne znaczenie. Dlatego też nie stosujemy zasady "najtaniej", choć oczywiście szanujemy, gdy ktoś kieruje się tylko tą przesłanką.

Mając jednak spore doświadczenie spania w bardzo różnych krajach i przybytkach, mogę podzielić się z Wami kilkoma myślami na ten temat. Nie są to złote rady, ale takie właśnie "myśli" czyli kwestie, które możecie przeanalizować sami decydując o swoim wyjeździe. Jest tego sporo, dlatego podzielę wpisy na kilka części.

Część I: Hotel czy hostel?

Jakie są różnice? Kiedyś prawdopodobnie powiedziała bym, że w hostelu śpi się tanio w pokojach z obcymi ludźmi, w hotelu jest drożej, a zasadą jest prywatny pokój. Teraz wiem już jednak, że zdecydowanie nie jest to ani 100% prawda, ani najważniejsza różnica. Przede wszystkim hostele często oferują kilka prywatnych pokoi. Po drugie w mojej ocenie główną różnicą jest raczej sposób spędzania czasu w tych miejscach.

Hostele, a przynajmniej te, które uznaję za dobre przykłady, charakteryzują się tzw. colivingiem. Goście lubią i dążą często do wspólnego spędzania czasu. Siedzą razem we wspólnej przestrzeni, wybierają się wspólnie na miasto. Uczestniczą razem w aktywnościach. Dlatego hostele najczęściej wybierają jednak samotni podróżnicy. W takim miejscu wręcz oczekuje się nawiązania nowych znajomości. Moim zdaniem także, gdy podróżujecie jako para lub w grono przyjaciół mieszkanie w hostelu może być fajnym doświadczeniem. W nowej lokalizacji dobrze jest spotkać kogoś, kto podzieli się z Wami swoim doświadczeniem., np. poleci najlepszą restaurację lub zdradzi niepublikowane w przewodnikach sekrety.

Ale:

Hostele są różne. Te najtańsze, to albo totalne imprezownie, albo siedliska niezłej patologii. Zależy od lokalizacji. W turystycznych plażowych destynacjach, raczej to pierwsze. Jest jednak coraz więcej hosteli skupionych na zupełnie innym przeżywaniu danego miejsca. Niektóre np. mają klimat boho, yogi, surfingu, czy innego wybranego sportu. Ponieważ backpakerska społeczność dorasta, dorasta z nimi też oferta hosteli. Ludzie, którzy wyrośli na życiu hostelowym niekoniecznie będą chcieli zrezygnować z elementu colivingu. Jednocześnie, spójrzmy prawdzie w oczy, chcą już trochę spokoju i prywatności. Dlatego pojawiają się miejsca będące jakby hybrydą hostelu - posiadające dużą dostępną wspólną przestrzeń, zachęcające do integracji - i hotelu, oferujące wyższy standard, prywatne pokoje. Z rozwojem możliwości pracy zdalnej i możliwości pracy w podróży pojawiły się też miejsca nastawione właśnie na takich cyfrowych nomadów. Przykłady takich miksów hotelu i hostelu, o bardzo podwyższonym standardzie możecie zobaczyć na naszych filmach z Bali:


Ofertę Chillhouse'u możecie zobaczyć tutaj www.thechillhouse.com


Więcej na temat Cowork Surf (w tym film, który nagrał, dla nich Andrzej) znajdziecie tu www.coworksurf.com

Hostelowy klimat, o wyższym standardzie przykładowo na Bali znajdziecie we wszelkich surf housach. Zamiast "hostel" miejsca te nazywa się też "retreats", spotkacie też inne nazwy. To, czego powinniście szukać w opisach na booking, agodzie czy air b'n'b lub innych aplikacji to informacja, o wspólnej przestrzeni dostępnej dla wszystkich. Wspólnej jadalni, miejscu do pracy.

Ale, na naszych starszych filmach, z wyjazdu do Portugalii w 2015 roku, możecie też zobaczyć, bardziej typowe hostele, choć nadal takie, które możemy polecić. W żadnym z nich nie było imprezowej przeginki, a surferski klimat bardzo nam się podobał. 



Także w skrócie - Hostel w tej chwili nie oznacza tylko tańszej i gorszej alternatywy dla hotelu.

Ale o cenach też warto wspomnieć, bo koszty dla większości z nas mają nadal znaczenie. W wakacyjnych lokalizacjach hostel nie jest po prostu dziwną noclegownią, gdzie niższa cena wynika z dzielenia pokoju z podejrzanymi typkami. Łóżko przykładowo w hostelu często będzie nadal znacząco tańsze niż pokój w hotelu, ale w przypadku podróży we dwie osoby prywatny pokój z własną łazienką może okazać się zbliżony cenowo lub nawet tańszy niż 2 łóżka w wieloosobowym pokoju. Często dostajemy przy tym lepszy standard - więcej prywatności i bezpieczeństwa dla naszych rzeczy. W przypadku podróży z całym sprzętem do produkcji video, ma to duże znaczenie.

Przykładowo na Koh Samui pojechaliśmy bez zarezerwowanego noclegu. Za sugestią znajomych trafiliśmy do Ananas Hostel. pierwszą noc spędziliśmy w 4 osobowym pokoju (nie było tam innych gości, więc byliśmy sami). 
Panorma pokoju 4 osobowego

Pokój, spoko, jak na hostel. En suite - czyli prywatna łazienka na ten pokój. 2 piętrowe łóżka. powierzchnia ok. 8-10 metrów kwadratowych. Za 2 osoby zapłaciliśmy ok 80 zł łącznie.

panorama łazienki w pokoju 4 osobowym - ok 1,5 m kw powierzchni
 Następnego dnia zwolnił się w tym samym kompleksie pokój prywatny - konkretniej prywatny apartament - ciut drożej - cena 100 zł za 2 osoby za noc (z mini śniadaniem). Powierzchnia pokoju - chyba z milion metrów (ogólnie trafił nam się pokój rodzinny z dodatkowym aneksem, gdzie mogły by spać jeszcze 2 osoby). W apartamencie, prywatna łazienka, mini kuchnia, duże łóżko, biurko, mnóstwo miejsca na rzeczy.

www.ananashostels.com/samui.html

Sypialnia w prywatnym pokoju
Oczywiście ceny i ich różnice bardzo zależą od kraju a nawet miasta, w którym szukacie, więc jeśli cena właśnie jest dla Was najważniejsza, to będziecie musieli zawsze weryfikować to indywidualnie.

Każda podróż jest wyjątkowa dlatego trudno w jednym wpisie zmieścić to, co dla każdego z Was będzie idealnym rozwiązaniem. Na temat cen i istotnych cech pokoi, w których nocowaliśmy przygotuję kolejny wpis. Tymczasem jeśli macie jakieś bardziej szczegółowe pytania, albo swoje przemyślenia na temat tego wpisu bardzo chętnie przeczytam je w komentarzach.

4 komentarze:

  1. Zuzia, czytasz mi w myślach! Ostatnio się zastanawiałam jak Wy to robicie - podróżujecie bez stresu z całym sprzętem, rezerwujecie naprawdę fajne miejsca noclegowe, a przecież też jesteście w jakimś stopniu ograniczeni finansowo. Mnie zawsze najbardziej osłabia chowanie pieniędzy, kamerki, itd. w pokoju hotelowym gdy akurat nie chcę wszystkiego zabierać ze sobą. Jak Wy sobie radzicie? Macie tego chyba z 4 razy więcej ;) Do sejfu nie wszystko wejdzie, z resztą nie mam do nich dużego zaufania, a Wy? Jakie macie doświadczenia? Bierzecie więcej gotówki czy wypłacacie z konta? Bo noszenie całej kasy przy sobie też nie jest zbyt fajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod tym względem mamy oboje różnie - Andrzej dość mocno się spina, a ja mam jakieś dziwne zaufanie do ludzi :D Ale siłą rzeczy Andrzej też musiał wyluzować, bo - no własnie, do sejfu nie wszystko wejdzie.
      Przez jakiś czas Andrzej zawsze wywieszał wywieszkę "nie przeszkadzać", żeby upewnić się, że nikt nam do pokoju nie będzie wchodził, ale np. na Bali nikt sobie nic z tego nie robi :D pokój zawsze jest sprzątany i ogarniany, w jakiś magiczny sposób, choćbyśmy wyszli na 5 minut. Ale przy tym wszystkim nic nam nigdy nie zginęło.

      Pewnym rozwiązaniem wydaje się inwestowanie ciut więcej w te hotele. Jakoś w głowie przynajmniej wydaje się, że im lepszy hotel tym mniejsza szansa na kradzieże. Nawet w ostatnim hotelu widzieliśmy , jak bardzo jest obwieszony kamerami monitoringu. To daje jakieś poczucie, że jest pilnowany. Do tej pory - odpukać - nie mieliśmy złych doświadczeń. Jak jest to możliwe, to chowamy najważniejsze rzeczy w sejfie. To choćby kwestia ubezpieczenia. Co do kasy, wiadomo, że gotówki na 3,5 mies nie chcieli byśmy nosić ze sobą - tutaj nie mieliśmy problemów z wypłacaniem pieniędzy z bankomatów, w wielu miejscach można też płacić kartą. Niestety czasem kosztuje to dodatkowe opłaty. My postaraliśmy się o kartę, która nie pobiera dodatkowej prowizji za wypłaty na całym świecie - taka do konta w euro. Hmm co jeszcze, przy rezerwacjach na booking zawsze bardzo dokładnie analizuję opinie. Gdy trafi się jakakolwiek opinia o tym, ze ktoś doświadczył tam kradzieży, zawsze rezygnujemy z takiego miejsca - lepiej nie ryzykować.

      Ech to temat rzeka. Ale też myślę, że jak na razie po prostu mamy szczęście. Bo, gdy trafi się na jakieś złe osoby, to niezależnie od ostrożności i zabezpieczeń one zrobią swoje. My zachowujemy podstawowe środki ostrożności, ale bez nadmiernej spiny, bo czasem zwyczajnie się nie da.

      Usuń
    2. haha, u Nas jest odwrotnie! To ja jestem ta spinająca się :D ale z drugiej strony też nikt nas do tej pory nigdy nie okradł, a i nie mamy tendencji do gubienia rzeczy. Z tym zaufaniem to tak jak piszesz, jest różnie i dobrze powiedziane, jak ktoś będzie chciał Ci zrobić coś złego, to i tak się przed tym nie uchronisz. Wywieszki "nie przeszkadzać" testowaliśmy i wniosek mamy podobny ;D Zdarzało się, że mimo tabliczki babeczki wtarabaniały się do pokoju nawet gdy faktycznie w nim byliśmy, nie raz mnie obudziły, a jak szłam pod prysznic w środku dnia, to bałam się, że będę miała widownię po wyjściu.. i świeży ręcznik podany ;p Czyli wychodzi na to, że mimo liczniejszych podróży macie podobne przemyślenia.

      P.S. Zastanawiamy się nad kupnem drona.. Moja pierwsza myśl, gdzie ja go kurde schowam jak wyjdziemy z pokoju? xD pod kapelusz, do poduszki ani do buta się zdecydowanie nie wmieści..

      Usuń
    3. Może kupcie sparka :) jest malutki, więc do torebki wejdzie :D albo i do sejfu. Powiem Ci, że na Bali ludzie pracujący w turystyce mają tak świetnie opanowany swój fach, że byli dla nas jak jakieś wróżki. Idealnie wiedzieli, kiedy wychodzimy i wtedy szybciutko uwijali się z wypucowaniem pokoju. Raz tylko ich złapaliśmy zanim skończyli, bo pojechaliśmy na surfing i okazało się, że nia ma warunków, więc byli zaskoczeni :) Za to w Wietnamie częściej trzeba się było upomnieć o sprzątanie niż odwrotnie ;)

      Z tym bezpieczeństwem najbardziej baliśmy się chyba w Stanach w Las Vegas. Tam w tych wielkich hotelach nie było żadnej kontroli wejść i wyjść, windy nie sprawdzały kart przy wjeździe na górę i cały pokój pełen był ogłoszeń, żeby ryglować drzwi. Tam baliśmy się najbardziej.

      Usuń

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo