środa, 24 maja 2017

BYĆ JAK JAY ALVARREZ - bungy (bungee) w Kanale Korynckim

Oglądaliście kiedyś w internecie epickie video z egzotycznych miejsc, z pięknymi ludźmi robiącymi niesamowite rzeczy i myśleliście sobie "Wow, ten to ma życie"? Królem takich filmów jest bez wątpienia Jay Alvarez.

W zeszłym roku złożył letni montaż pod zaskakującym tytułem "Summer". Oczywiście obejrzałam. Wszystko pięknie fajnie, ale jedna lokalizacja została mi w pamięci i tak w niej utkwiła, że myśl o niej nie dawała spokoju.

Około 5 sekund editu Jaya Alvareza pokazuje Kanał Koryncki i skok na bungy / bungee. Ten króciutki fragment tak bardzo wrył się w moją pamięć, że zaczęłam szukać możliwości skoku w tym miejscu. Prawdę mówiąc spodziewałam się, że Jay skoczył "na partyzanta" mocując linę do mostu. Ale okazało się, że wujek Google szybko podpowiedział rozwiązanie zagadki.

Okazuje się, że pod jednym z mostów nad Kanałem Korynckim od 13 lat zamontowana jest na stałe bardzo profesjonalna platforma do skoków na bungy. Znalazłam Zulu Bungy - tak nazywa się ta baza - i zapamiętałam. Trzeba było jeszcze spiąć plany, finanse i całą logistykę. Pracując na etacie mam ograniczone liczby dni wolnych. Dłuższe urlopy kierowaliśmy raczej w inne miejsca niż Grecja, więc plan epickiego skoku czekał gdzieś w tyle głowy.

I pewnego dnia, zupełnie przypadkiem znalazłam tanie bilety lotnicze, idealnie na weekend, do Aten. Szybkie sprawdzenie mapy - trasa z Aten do Kanału Korynckiego to tylko około godziny jazdy. Można tu dojechać pociągiem i taksówką z dworca lub autokarem, prosto pod most. My mieliśmy na miejscu tylko 40 godzin, więc poszliśmy na łatwiznę i wynajęliśmy samochód.

Godzina jazdy autostradą i byliśmy na miejscu. Z góry wszystko wygląda niepozornie. Taka Grecka mała mieścina. Przy samym brzegu mostu widzimy drewniany domek, podobny do tych na bazach surfingowych albo kite'owych z logo Zulu Bungy.

Wchodzimy. Wita nas Sammy i cała ekipa niesamowicie sympatycznych chłopaków z Zulu.

Bez chwili do namysłu - Sammy mówi dużo i szybko - już ważyliśmy się i zakładaliśmy uprzęże.

Ale powoli - oczywiście nie ma nic za darmo. Skok kosztuje 80 euro. W tej cenie dostajecie nagranie wideo z kamery GoPro, którą zakłada się na nadgarstek, T-Shirt i, jeśli chcecie, kawałek starej liny do skoków.

Skoczyć może każdy, kto ma co najmniej 18 lat i waży nie mniej niż 45 kg i nie więcej niż 105 kg.

Na wstępie trzeba klasycznie podpisać cyrograf tzw. waver, gdzie potwierdzacie dobry stan zdrowia. Ciekawostka - wavery są w 6 językach w tym po Polsku! Dalej ważenie - dla doboru liny. Później zakładamy uprząż i pasy na nogi. Na nich trzyma się lina. Tu widać profesjonalizm ekipy Zulu. Dwie osoby niezależnie sprawdzają czy opaski na nogach zaciśnięte są wystarczająco mocno. Gdy masz już cały osprzęt na sobie przychodzi pora na krótkie szkolenie. Ponieważ tutaj po skoku musisz zostać wciągnięty z powrotem w górę, stworzono tu system, który pozwala po skoku przyjąć pozycję głową do góry, wygodniejszą niż zwisanie głową w dół. To, jak go użyć mówione jest 2 razy, żeby w emocjach nich nie zapomnieć.

No i możemy iść na most. Wchodzimy specjalnym wejściem na pomost umieszczonym pod samym mostem. Tam gra muzyczka, a na platformie czekają już 3 osoby z ekipy, które podepną najważniejszą linę.

Ponieważ ja skakałam już kiedyś (w zupełnie innych okolicznościach i w tandemie, ale jednak skakałam ;) ) to padło na mnie, żebym wykonała pierwszy skok. Z resztą napięcie rośnie z każda minutą i po jakimś czasie po prostu chcesz już skoczyć... do momentu, gdy staniesz na brzegu platformy.

Gdy stoisz na platformie, po podłączeniu ostatniej liny na skok masz minutę - dokładnie 60 sekund! Jeśli w tym czasie nie zdecydujesz się skoczyć - nie oszukujmy się - nigdy się nie zdecydujesz. Na nas ten limit czasowy zadziałał motywująco. Gdy stoisz stopami w połowie za platformą, mając czas do namysłu szybko zaczynasz pukać się w głowę - co to za głupi pomysł "skok w przepaść". Na szczęście tego czasu do namysłu nie ma. Szybkie odliczanie 5 4 3 2 1 i po prostu lecisz w dół! konkretnie około 70-80 metrów w dół. Lina łapie i jeszcze 3-4 razy podbija Cię w górę i w dół. Później pociągasz zawleczkę i wygodnie wisisz oglądając niesamowite widoki.

Z góry zjeżdża do Ciebie lina, która następnie wciągnie Cię na platformę. Wjeżdżasz i jest już po wszystkim. To co zostaje, to niesamowite wspomnienie. Widok błękitnej wody i żółtych ścian kanału.

Ja po moim skoku byłam prze szczęśliwa, ale to Andrzej został bohaterem dnia.

Przede wszystkim udał mu się idealny "water touch". Ekipa z pomostu ustawiła linę idealnie tak, że Andrzej musnął wodę Kanału ręką. Następnie, gdy tylko lina wciągnęła go na górę spytał, czy może zrobić backflipa.

Na szczęście Sammy wybił mu ten pomysł z głowy, ale zaproponował skok tyłem.


Na Treneiro Vlog możecie zobaczyć, jak to wszystko wyglądało.

My bardzo cieszymy się, że Jay Alvarez sprzedał nam ten pomysł. Jeśli skoczymy na bungy jeszcze raz, to na pewno będzie to w jakimś epickim miejscu, które zapamiętamy na całe życie.

Link do Zulu Bungy:
www.zulubungy.com


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo