niedziela, 19 lutego 2017

JAK PRZEDŁUŻYĆ URLOP - Jak zakrzywić czasoprzestrzeń by Zuzia Treneiro

Mijają dwa tygodnie odkąd wróciliśmy z ostatniego wyjazdu. Mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Zupełnie nie wiem, gdzie podziały się te wszystkie dni, albo wiem... wszystkie ugrzęzły w jednym tym samym miejscu. W tych dwóch tygodniach czas spowolnił tylko kilka razy, kiedy wybraliśmy się z Andrzejem na snowpark, do parku trampolin i na ściankę wspinaczkową. W skrócie pamiętam pięć godzin na przestrzeni 14 dni.

Zobacz pierwszy odcinek naszego tripa z Cervinii


Tymczasem tydzień spędzony w Cervinii trwał chyba z miesiąc. Ale nie każdy urlop ciągnie się tak wspaniale długo. Często tylko wychodzimy z pracy i w mgnieniu oka musimy już wracać.

Tylko jak zakrzywić czasoprzestrzeń i wydłużyć swój urlop?

Kilka lat temu nowo poznany człowiek sprzedał mi na to sposób. Rada jest bardzo prosta - często zmieniać lokalizację. Nie na jakąś wielką skalę. Wystarczy w ramach jednego miasta przemieszczać się i choć na chwilę zatrzymać w kilku miejscach. Pierwszy raz przetestowałam tę radę jeżdżąc po Oslo miejskim rowerem i wypijając po małym piwku na bulwarach nad fiordem, w parku ze słynnymi rzeźbami dziwnych ludzi, czy na dachu białej opery. Dosłownie kilka godzin spędzonych w tym mieście wyposażyło mnie we wrażenia, które wypełniłyby kilka dni.

Od tamtej pory staram się stosować tę zasadę, kiedy tylko mogę i chcę zwolnić czas.
Podczas ostatniego wyjazdu mieliśmy do tego bardzo sprzyjające okoliczności. Region narciarski wokół Matterhornu pozwala na wiele aktywności narciarsko-snowboardowych, a przy tym jest bardzo zróżnicowany. Mamy do wyboru jazdę po trasach, i freeride, jazdę na wyciągach i lot helikopterem, zabawę na snowparku i odpoczynek na tarasie widokowym. Do tego wszystkiego mamy do dyspozycji całą drugą stronę góry i Zermatt. Tam z kolei możemy jeździć w rejonie lodowca, "zwiedzać" okolicę krętymi nartostradami, znów trafić do, innego tym razem, snowparku. Gdyby tego było za mało, warto zjechać do miasta i dla odmiany przesiąść się na pociąg (kolejkę o napędzie podobnym do tej, na Gubałówce) która zawiezie nas w inny rejon nad miasteczkiem z widokiem na tysiące lat historii lodowca.


To niesamowite bogactwo możliwości powodowało, że nawet mój śpioch Andrzej chciał wstawać jak najwcześniej, żeby niczego nie odpuścić. Tak na marginesie - rozpoczynanie dnia na urlopie wcześniej niż w południe, też zdecydowanie pomoże w zbieraniu bogatszych wspomnień.

Dla jasności - nie chodzi o zwiedzanie z listą w pośpiechu, odhaczanie atrakcji. Chodzi o doświadczenie kilku miejsc. W każdym warto na chwilę przystanąć i zrobić coś, cokolwiek. Może to być zjedzenie kanapki, wypicie kawy, nauka nowej sztuczki na hopce, polatanie dronem prz stoku, czy zrobienie aniołków w śniegu.

Dzięki temu, że staraliśmy się w pełni skorzystać z możliwości, jakie dała nam Cervinia i Zermatt zyskaliśmy doświadczenia i wspomnienia, których nie zabiorą mi teraz nawet najgorsze i najbardziej pracowite dni w biurze.


Zdecydowanie polecam Ci spróbować zakrzywić czasoprzestrzeń. Gdy znów będziesz w miejscu, gdzie chciałbyś zostać dłużej spróbuj zobaczyć, jak najwięcej stron tego miejsca. Za każdym razem daj sobie chwilę na doświadczenie nowej lokalizacji. Wypij tam kawę, kieliszek wina zrób fikołka, usiądź na chwilę i pogadaj o filozofii. Jestem bardzo ciekawa czy dla Ciebie też będzie to skuteczny sposób na zakrzywienie czasoprzestrzeni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo