sobota, 26 listopada 2016

Wyjazdowy obustronny ból dupy ! Pozdrowienia z plaży pracusie!

Tym razem pozwolę sobie na odrobinę filozofii życiowej #zuziacohelo.

Mój Facebook wall, timeline, czy jakkolwiek to się w tej chwili nazywa, pełen jest treści od ponad 500 znajomych. Są to osoby z bardzo różnych środowisk, znajomi bliżsi i dalsi. Zauważyłam jednak ostatnio pewne zachowanie łączące wielu z nich.

Dość brutalnie nazwałam to wyjazdowym bólem dupy. Dlaczego obustronny? Bo przejawia się po stronie wyjechanego, wrzucającego relacje z wakacji, jak i po stronie osób komentujących jego wyjazd.

Po stronie wyjechanego chodzi o opisy zdjęć pokazujących plażę lub góry, w zależności od sezonu, brzmiące mniej więcej tak:
"A jak tam u Was w biurze"
"Pozdrawiam pracusiów"
"Miłego weekendu Warszawo"
plus ewentualnie kategoria ludzi, którzy mają "luksus" pracowania nie w biurze "Another day in the office" z widokiem na plażę

Do taki opisów zawsze mentalnie chciało by się dopisać "hie hie" "sesese" albo inny tego typu śmieszek, śmieszek oznaczający "ale ja mam super, a oni tam na Facebooku niech patrzą i widzą, jak sami mają ch***o" "Ale im będzie źle" "Dołożę się do ich ogólnej pół depresji wynikającej z pracowania w biurze i klepania powerpointów o rynku ubezpieczeniowym".

Jaka jest odpowiedź - druga strona "bólu dupy"? Prosta:
"przesadziłaś - u nas leje a do pracy trzeba iść" "nie torturuj" "takiemu to dobrze" "jesteś wredna"

Jak to teraz piszę, to myślę, że pewnie jest w tym jakaś dziwna symbioza. Komentujący głaszczą  swoją facebookową zawiścią Wyjechanego. A następnie role się zamienią i Wyjechany będzie Komentującym i będzie głaskał Komentujących. A może nie będzie głaskał? Bo jak zobaczy znad pracy zdjęcie tej samej plaży "Pozdro pracusie", to przypomni sobie o co jemu chodziło. Wtedy zamiast pogłaskać znajdzie do wbicia szpileczkę - "Jak my byliśmy to była lepsza pogoda"... może, może nie, może spełni swój obowiązek i napisze "a w Warszawie zimno i brudno i jeszcze śmierdzi". I tak będą się bawić, aż im się skończy ochota na wakacje.

W ramach samokrytyki i dla przykładu skrin z mojego własnego posta, całkiem niedawno temu.

Fajnie jednak byłoby, gdyby obie strony pamiętały o kilku okolicznościach:
- wakacje zaraz się skończą i wrócisz do tej zimnej, brudnej, śmierdzącej Warszawy. Czy na prawdę chcesz myśleć o tych kontrastach? Wakacje - fajnie | nieWakacje - zimno, brudno, śmierdzi? A przecież wracasz do domu, do przyjaciół, do ulubionej kawiarni, restauracji, do swoich ręczników i swojej toalety ;)
- na te wakacje zapracowałeś, osoba, która teraz jest w biurze, jest tam po to, żeby pojechać na swoje wakacje za miesiąc czy dwa. Nie ma co traktować tej pracy, jako tortury, a jako środek do celu, jakim jest ta właśnie plaża.
- w tym momencie nie masz urlopu, jesteś w pracy. Zawistnie patrząc na te zdjęcia sam napędzasz w sobie negatywne emocje, rozżalenie "dlaczego jestem w biurze a nie na plaży". Powiem Ci dlaczego - bo masz urlop za miesiąc i bilety do Tajlandii/Grecji/Loret del Mar  kupione na za miesiąc a nie teraz. Proste, nie ma co rozkminiać. Jeśli nadal rozkminiasz, to przeprowadź się na plażę na zawsze i nie marudź ;)
- patrzysz na zdjęcie z plaży - podoba Ci się - to świetna inspiracja, możesz tam pojechać na następny urlop,
- świat nie potrzebuje nieograniczonej liczby grafików, pisarzy, instruktorów surfingu, czy szeroko rozumianych digital nomadów (nie żebym uważała, że potrzebuje nieograniczonej liczby prawników, audytorów, czy innych dziwnych profesjonalistów zza biurek) nie każdy może i nie każdy chce pracować na freelansie na plaży. Jeśli ktoś wybrał sobie taką drogę, to naprawdę ma prawo się z tego cieszyć, lubić swoją pracę i nie mieć bólu dupy z powodu bycia w biurze, a nie na plaży

Może przychodzi Wam jeszcze jakiś argument do głowy...

Na koniec muszę trochę odbić od bólu dupy - mam szczęście wśród tych 500+ osób mieć grono wspaniałych osób o bardzo szerokich horyzontach i bardzo pozytywnym podejściu do życia, ludzi i świata. Ci ludzie są dla mnie inspiracją do oczyszczania swojej głowy z tej żółtej zawiści. Widzę ich zdjęcia z wakacji i opisy, które inspirują do podróży, zachęcają do rozmowy o miejscu, które odwiedzili, pokazują ich spojrzenie na odwiedzony kawałek świata. To też próbujemy robić moimi i Andrzeja zdjęciami i vlogami. Pokazać, że można wyjechać daleko, można całkiem blisko, ale ważne, żeby bawić się dobrze. Wyjeżdżać, lub nie wyjeżdżać dla siebie, a nie dla jakiejś ukrytej agendy w postaci spowodowania zawiści u - podobno - przyjaciół na Facebooku.

Wiem, że powstał tu jakiś strumień świadomości, bez wielkiego ładu i składu. Ale mam nadzieję, że wybaczycie, a może nawet polubicie spontaniczność tego wpisu. Zapraszam do dyskusji... w zasadzie po to powstał ten wpis, żeby podyskutować :).

Z poważaniem,
Zuzia



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Google+ Badge

Szukaj na tym blogu

logo